
Kamieniec Podolski, czyli "Panie pułkowniku Wołodyjowski!"
Bohaterem mojego szkolnego - sprzed wielu, wielu lat - wypracowania “twoja ulubiona postać literacka” był Jerzy Michał Wołodyjowski - “Hektor Kamieniecki i pierwszy Rzeczypospolitej kawaler”. Tym razem więc powędrujemy na wschód, do Kamieńca Podolskiego, przepięknego miasteczka otoczonego przez rzekę Smotrycz.
Kamieniec Podolski to miasto-legenda. Zna go - a przynajmniej twierdzę kamieniecką, dzięki H. Sienkiewiczowi - niemal każdy Polak. I choć od 1793 leży poza granicami Rzeczypospolitej, to ciągle przyciąga wędrowców, zafascynowanych legendą “małego rycerza”, jak i legendą kresową. Szczęśliwie w ciągu ostatnich stuleci zachowało się zarówno Stare Miasto, jak i sama twierdza. Stare Miasto jest zresztą wspaniale położone: otoczone jest z trzech stron głębokim wąwozem rzeki Smotrycz, zaś jedyne dojście z czwartej strony - przez Most Turecki - chroni właśnie twierdza. W Kamieńcu zgodnie żyło przez wieki wiele narodowości, czego pozostałości można i dziś zaobserwować w nazwach poszczególnych centrów Starego Miasta. Mamy bowiem i Polską Bramę i Polski rynek, studnię i katedrę ormiańską, ulicę Tatarską, most Turecki, Ruski Magistrat i cerkiew. Już zresztą w 1463 roku mieszkańców podzielono według narodowości na część lacką (czyli polską), ruską i ormiańską.
To właśnie w Kamieńcu obok katedry na szczycie minaretu znajduje się figurka Matki Boskiej, a wewnątrz katedry stoi turecki minbar - rodzaj kazalnicy! W sąsiedztwie jest także pomnik Michała Wołodyjowskiego. Zachował się cały układ architektoniczny Starego Miasta, więc wędrując różnymi uliczkami odbywa się fascynującą podróż w historię tych terenów.
Zachowana twierdza, zdobyta była tylko jeden raz: przez Turków, po oblężeniu w 1672 roku. Właśnie 26 sierpnia 1672, na chwilę przed wkroczeniem zwycięskich oddziałów Mehmeda IV, wyleciał w powietrze skład prochu, a wraz z nim zginął płk Wołodyjowski. Do dziś można oglądać pozostałości tzw. Małej Baszty, w której mieścił się ten właśnie skład prochu. Wtedy też przed oczyma staje scena z “Pana Wołodyjowskiego” w kolegiacie stanisławowskiej, kiedy to ksiądz Kamiński wołał: “Panie pułkowniku Wołodyjowski! (…) Larum grają! Wojna! Nieprzyjaciel w granicach! A ty się nie zrywasz?”
Panie pułkowniku Wołodyjowski: będę stale o Tobie pamiętał jako o bohaterze mojej młodości i na pewno powrócę jeszcze do Kamieńca.



