
Rowerem po Chinach: okolice Lijiangu
Już wędrowaliśmy po Chinach pieszo i busikami. Teraz więc czas na … rower! Okolice położonego w prowincji Yunnan miasta Lijiang to doskonały teren na całodzienną wyprawę rowerową: w miarę płasko, choć w oddali widać opisywany wcześniej masyw Yulong Xue Shan, wioski i miasteczka zamieszkałe przez lud mniejszości Naxi (czytaj Nasi) i jeszcze kilka dodatkowych atrakcji opisanych w Lonely Planet, oraz kilka które odkrywamy sami. Ale po kolei.
Wyzwanie pierwsze: jak wypożyczyć rower i jak zdobyć jakąś mapę okolic Lijiangu? Rozwiązanie okazuje się banalnie proste: na placu z pomnikiem Mao Tse Tunga znajdujemy 2 wypożyczalnie oferujące rowery z odpowiednią ilością przerzutek w cenie15 yuanów, czyli 1,5 euro za dzień. I dodatkowo otrzymujemy mapę, która wygląda tak jak na zdjęciu. A więc w drogę: kierunek Baisha - wioska jakieś 15 km na północ znana z kompleksu świątyń oraz doktora Ho. Trafiamy jak po sznurku: najpierw prostą drogą w stronę Yulong, potem w lewo przez wioskę i jest Baisha.
Baisha znana jest z kompleksu świątyń z 15-to i 16-to wiecznymi freskami. Rowery zostawiamy więc na parkingu dla rowerów, zamykamy zapinkę, jaką dostaliśmy w wypożyczalni i wchodzimy na teren kompleksu. W jednej z nich Da Bao Ji znajduje się słynny fresk “modlący się Amitayuus”, a na bocznych ścianach dwa inne, równie imponujące malowidła. Gdy wychodzimy ze świątyń na parking zajeżdża autokar z amerykańską wycieczką - więc jednak docierają tu nie tylko chińscy turyści.
Ruszamy w kierunku świątyni Yufeng Si, położonej na zboczach gór na Baishą. Po drodze jednak najpierw trafiamy tuż za wioską Yulong na inną świątynię - Bei Yue Miao. Jest ona zarządzana przez potomków pierwszych osadników ludu Naxi i poświęcona jednemu z ich najważniejszych bóstw Sanduo. I właśnie ten jeden z potomków sprzedaje nam bilety wstępu oraz stara się wyjaśnić symbolikę świątyni. Odprawiamy więc modły do Sanduo, płacąc przy okazji stosowną kwotę juanów.
Droga wiedzie ostro w górę, lecz za kolejnym zakrętem czeka nas nagroda: park kultury Dongba. Jest to właściwie połączenie parku ze skansenem, w którym znajdują się i współczesne rzeźby poświęcone kulturze Dongba i sklepiki z pamiątkami dotyczącymi tej kultury i ludu Naxi. Oczywiście kupujemy i talizman i młynek modlitewny i koraliki.
Świątynie Yufeng Si widać na zboczu w oddali. Jednak preferujemy jazdę na rowerach w dół, niż stromo pod górę więc decyzja jest prosta: wracamy do Baishy, zjeść obiad i odwiedzić słynnego taoistycznego doktora Ho. Doktor Ho ma 85 lat, w 1949 roku ukończył Uniwersytet w Nankinie a od 1965 roku prowadzi w Baisha Klinikę Chińskich Ziół. Częstuje i nas swoją słynną herbatką, która ma moc uzdrawiania wszystkiego. Doktor Ho biegle mówi po angielsku, gdyż wiele lat spędził w USA. Gdy dowiaduje się, ze jesteśmy z Polski, sięga do swojego archiwum i pokazuje nam artykuły o nim z polskiej prasy. Jego klinika to jednocześnie apteka i skład ziół. Malutki ogródek za domem także jest pełen ziół. Naprawdę fascynująca postać. Chyba i w tym roku odwiedzimy doktora Ho.
A obiad w Baisha, w knajpce pana Yang, który okazał się historykiem kultury Naxi, poetą i mistrzem kaligrafii - to już oddzielna historia, która opowiem wkrótce.






