Po godzinachpodróże i książki · Jerzy Stawicki

Noto: perła baroku i … lody jaśminowe

Obieżyświat

Po pięciu latach wracamy znowu na ukochaną Sycylię, tym razem do jej południowo-wschodniej części, gdzie – poza krótkim pobytem w Syrakuzach, mieście Archimedesa – nie byliśmy jeszcze nigdy. Będziemy mieszkali nad samym morzem, na wschodnim wybrzeżu, w Marina di Noto i stąd zaplanowaliśmy wycieczki po tym zakątku Sycylii.

A najbliższy cel wycieczek to położone w odległości 7 kilometrów miasteczko Noto. Jak otworzycie przewodnik Lonely Planet “Sicily”, to na trzeciej stronie, na mapie wyspy z najciekawszymi miejscami wyspy zobaczycie tekst: “Hill towns. Head to the brilliantly baroque hilltop towns of Noto, Modica and Ragusa”. Dodatkowa zachęta do odwiedzenia Noto, to jego obecność na Liście Światowego dziedzictwa UNESCO. Jednak Anna Maria Goławska, równie zafascynowana Włochami, jak my, napisała w relacji z podróży po Sycylii, że “Noto jest zbyt jednolite, by wzbudzić autentyczne emocje”. Więc, jak to jest z tym Noto?

NotoNoto

NotoNotoNoto

NotoNotoNoto

Jest przeuroczo, ciepło – nie tylko z punktu widzenia Celsjusza, inaczej o różnych porach dnia, no i intrygująco pod względem smakowym. Urocze jest stare miasto, zabudowane siatką równo wytyczonych uliczek, wokół centralnego Corso Vittorio Emanuele. No tak naprawdę, jest to nowe miasto, zbudowane od nowa, w nowym miejscu po kompletnym zniszczeniu w roku 1693 w wyniku tragicznego trzęsienia zmieni “starego” Noto. Zbudowane w XVIII wieku – a więc w czasach baroku. Czy barok może być przeuroczy i ciepły? Ten, jaki zobaczycie w Noto – bardzo różniący się od “tradycyjnego” europejskiego baroku - nie tylko może, ale po prostu jest. To tzw. barok sycylijski, o którym przeczytacie w Wikipedii, że: “Styl ten z jednej strony posiada cechy charakterystyczne baroku, takie jak przesyt krzywizn i ornamentów, z drugiej strony wyróżnia się na tle ówczesnej architektury europejskiej wykorzystaniem masek czy uśmiechniętych aniołków (puttów) i generalnie dynamizmem niespotykanym nigdzie indziej”. Ten sycylijski barok jest po prostu lekki, wesoły i .. miodowy. Miodowy, gdyż jak zobaczycie na zdjęciach, budowle w Noto powstały ze szczególnego lokalnego piaskowca w kolorze miodowo-złotym. Wesoły, gdyż zarówno ten miodowy kolor, liczne uśmiechnięte aniołki, jak i wspaniale zdobione podpory balkonowe wywołują uśmiech radości na twarzach odwiedzających miasto. Tylko, że … trzeba mieć czas, żeby naprawdę zobaczyć Noto. Różne przewodniki sugerują, że na obejrzenie miasta wystarczy pół dnia. Ależ to kompletna bzdura! W Noto trzeba się po prostu zanurzyć, po pierwsze przyjeżdżając w różnych porach dnia: budowle i uliczki zupełnie inaczej wyglądają w godzinach porannych, inaczej w porze największego słońca i skwaru, a zupełnie inaczej w świetle zachodzącego słońca i w świetle gwiazd i księżyca. Po drugie oglądać nie tylko z poziomu Corso Vittorio Emanuele, lecz także … z góry, z balkonów i wież kościelnych. A po trzecie trzeba zajrzeć do różnych zaułków, różnych kościołów, podglądać balkony imponujących palazzo, wypatrzyć kapliczki – niby nie schowane na murach, czy wreszcie fontanny, z których raz zadziorne aniołki, a raz wesołe maszkarony wypluwają – lub nie – strumienie wody. Wystarczy odłożyć na bok mapę i przewodnik i zdać się na intuicję. Za każdym rogiem, albo za każdymi drzwiami natraficie na coś innego, zaskakującego, jak kapliczka na ścianie kościoła św. Michała, czy zegar nad sceną w teatrze – imienia oczywiście Vittorio Emanuele, jakże by inaczej – wyjęty, jak żywy z mediolańskiej La Scala. Po ulicach i zaułkach zarówno dolnego, jak i górnego – czyli Noto Alto – można włóczyć się godzinami, bez umiaru. No tak, ale czy ta strawa “dla ducha” na pewno wystarczy? Może przydałoby się coś dla ciała?

Proszę bardzo. Zapraszam więc do kawiarni Corrado Costanzo na lody. I tak, jak barok jest tu inny niż na kontynencie, tak samo lody. Voila: lody jaśminowe - szokujące, nieprawdaż? To może bardziej tradycyjne: pistacjowe lub amaro?

NotoNotoNoto

Warto było zawędrować do Noto? To oczywiście pytanie retoryczne. Do Noto jeszcze wrócę w “Po godzinach” i to niedługo. Poproszę o chwilę cierpliwości. Najpierw czeka nas wyprawa do Modici – pamiętacie trzecią stronę Lonely Planet? – na … czekoladę (i to jaką!).