
Szanghaj - Królowa Orientu
Czy XXI wiek będzie wiekiem Azji? Czy Chiny w ciągu najbliższych dekad staną się pierwszym mocarstwem świata? Czy świat przyszłości to może przypadkiem świat w kolorze żółtym? Te właśnie pytania stawiałem sobie podczas niedawnej wyprawy do Chin, w trakcie której zawędrowałem m.in do Szanghaju.
Już pierwszy kontakt z Szanghajem robi wrażenie. Po wyjściu z lotniska wsiadamy do kolejki elektromagnetycznej, rozpędzającej się po chwili do 430 km na godzinę. W dzielnicy Pudong, tam gdzie jeszcze 15 lat temu były błota, wyrósł las drapaczy chmur. Z 88 piętra jednego z nich - Jim Mao - roztacza się widok na miasto XXI wieku, miasto dalej błyskawicznie rozwijające się. Wg zamierzeń Deng Xiaopinga w 2010 roku Szanghaj ma - jako centrum biznesowe - prześcignąć Hongkong ! Inną wizytówką miasta jest Nanjing Road - handlowa ulica, skupiająca hotele, sklepy i banki, praktycznie przez cały dzień i wieczór pełna ludzi. Pełna ludzi - to niezbyt precyzyjne określenie: ludzi jest po prostu mnóstwo, cały ten tłum zaczyna po prostu przytłaczać. Przy tej skali kraju, ludności i przestrzeni nasze tradycyjne miary i punkty odniesienia po prostu przestają działać. Przejście z jednego rogu placu Ludowego na drugi, zajmuje - w bardzo szybkim tempie - 20 minut ! Nieduże miasto nad Wielkim Kanałem, to - bagatela - 5 milionów mieszkańców. Brama miejska to w zasadzie całkiem spory fort, którego obejrzenie zajmuje ponad godzinę.
Wróćmy jednak do samego Szanghaju. Łącznikiem między historią a przyszłością jest bulwar Bund, położony na brzegu rzeki Huangpo. Tu właśnie było biznesowe centrum miasta w drugiej połowie XIX wieku i pierwszej połowie XX wieku. Tu mieściły się zagraniczne banki, kluby i konsulaty. To w parku nad brzegiem Huangpo znaleźć można było tabliczkę: “Chińczykom i psom wstęp wzbroniony”. Dziś bulwarem przemieszczają się tłumy mieszkańców Szanghaju i tłumy chińskich turystów, pośród których pojawiają się nieliczne twarze przybyszy z Europy. Dalej stoją słynne gmachy zbudowane jeszcze w pierwszej połowie ubiegłego wieku: hotel “Peace”, bank Chiński, Izba Celna z charakterystyczną wieżą zegarową. Tylko, że na ich szczytach powiewają czerwone flagi. A po drugiej stronie rzeki w dzielnicy Pudong oświetlone wieżowce symbolizują już wiek XXI.
Ale Szanghaj to także wąskie zaułki, położone zresztą bardzo blisko Nanjing Road, pełne jadłodajni “pod gołym niebem”, czy tez sklepików żelaznych. To także nowoczesne dzielnice i parki, jak Century Park, z jeziorem, na którym można w spokoju popływać łódkami. Ale to także dzielnica wokół dworca kolejowego, gdzie ludzie koczują na ulicach.
Ta krótka relacja pokazuje, że właściwie nie można mówić o czymś takim jak jeden Szanghaj, tak samo jak nie można powiedzieć jednoznacznie, czym są Chiny. Spotkać tu bowiem można różne światy, często odległe od siebie o wieki, różnych ludzi i różne filozofie życia. W tych światach (bo naprawdę trudno mówić o jednym świecie) jedno jest pewne: nasze europejskie miary, standardy, czy też sposób myślenia nie mają zastosowania. Już zresztą Kipling powiedział: “Wschód jest Wschodem, a Zachód Zachodem”. Warto odbyć tak daleką podróż, by doświadczyć tego na własnej skórze.
A co z naszymi pytaniami, od których rozpocząłem relację z Szanghaju? Moim zdaniem odpowiedź jest pozytywna. Ale co to będzie oznaczać w praktyce i czy okaże się pozytywna dla nas w Europie, to zupełnie odrębna historia.




