Andrzej Bart "Don Juan raz jeszcze"

O Andrzeju Barcie było ostatnio głośno z okazji filmu “Rewers”, którego był scenarzystą, książki pod tym samym tytułem, jaka powstała przy okazji pracy nad scenariuszem oraz powieści “Fabryka muchołapek” nominowanej do nagrody Nike. Ja jednak polecam jedną z wcześniejszych powieści pisarza, opublikowaną po raz pierwszy w 2006 roku - “Don Juan raz jeszcze”.
Kanwą powieści jest autentyczna historia sprzed 500 lat. Po śmierci hiszpańskiego króla Filipa I, jego żona Joanna doznawszy pomieszania zmysłów, po wyjęciu ciała męża z grobowca, rozpoczyna wędrówkę - wraz z trumną króla - po Hiszpanii. I jak zawsze w kryzysowej sytuacji imperium ujawniają się różne siły polityczne, usiłujące załatwić swoje interesy. Jest i inkwizycja, współpracująca z ojcem Joanny, który chciałby zostać regentem, jest i wysłannik angielskiego króla Henryka VIII, który chciałby skłonić hiszpańską królową do poślubienia Henryka. Jest wreszcie i papież Juliusz II, który chce jak najszybciej zakończyć nieobyczajny skandal i doprowadzić do pochowania króla Filipa I. Tytułowy Don Juan jest właśnie specjalnym wysłannikiem papieża, który ma do tego doprowadzić. Różne postacie, różne interesy, różne intrygi, w tle Hiszpania początku XVI wieku. W rezultacie otrzymujemy powieść przygodową, opisującą ścieranie i potyczki - głównie, choć nie tylko - słowne tych właśnie bohaterów i sił politycznych. W dobrze napisanej powieści nie powinno zabraknąć także wątków miłosnych i kryminalnych. Tak też jest w “Don Juan raz jeszcze”: Do orszaku królowej hiszpańskiej dołącza - w przebraniu mężczyzny - córka jednego z hiszpańskich magnatów, szybko zakochująca się w tytułowym bohaterze; mamy też tajemniczą śmierć towarzyszącego Don Juanowi młodego mnicha.
No tak - powiecie. Czyżby powieść przygodowa, jakich napisano wiele? Dlaczego trafia do naszej rubryki?
Po pierwsze dlatego, że jest napisana naprawdę błyskotliwe. Świetny i wyrazisty język i styl - taki jaki zresztą bardzo lubię: z wieloma przymiotnikami, z bogatymi porównaniami. Także z błyskotliwymi dialogami, przypominającymi najlepsze potyczki pana Wołodyjowskiego oraz pomysłowymi opisami. Uwielbiam taki właśnie nieco kwiecisty, a jednocześnie inteligentny styl, pełen aluzji, dowcipu i ironii, więc lektura była dla mnie wielką przyjemnością. I naprawdę rzadko traficie na powieść tak świetnie - pod względem języka, stylu, konstrukcji - napisaną. I w gruncie rzeczy jeśli powieść dostarcza tak wspaniałej rozrywki, to czy potrzebujemy czegoś więcej?
Odpowiedź na pytanie prowadzi do drugiego argumentu, za prezentacją powieści w naszej rubryce. Otóż równie pasjonująca jak sama fabuła jest problematyka poruszana w powieści. Po pierwsze opisywane walki i intrygi polityczne to tak naprawdę walka dwóch wizji kościoła katolickiego: otwartej, liberalnej oraz doktrynalnej, siłowej - prezentowanych przez postacie powieści. Mamy też dramat życia tytułowego bohatera, który po burzliwej i niezbyt chwalebnej przeszłości w łatwej dla niego roli don Juana, trafia do klasztoru, gdzie chce odpokutować i przemyśleć swoje życie, a zmuszony jest - po wygraniu castingu na wysłannika papieża - do odegrania raz jeszcze roli don Juana, tym razem z wykorzystaniem słowa i umiejętności rozmowy jako głównych oręży podboju królowej. Mamy też - częsty w powieściach Barta - wątek żydowski, którego kulminacją jest scena zemsty na inkwizytorze, pochwalającym wypędzanie i zabijanie Żydów.
“Don Juan raz jeszcze” pokazuje, że dobra powieść w gruncie rzeczy nie wymaga zbyt wiele: dobry pomysł początkowy, interesująca fabuła, z elementami polityki, kryminału i wątkiem miłosnym, wyrazisty bohater oraz oczywiście wysmakowany styl i język. Sztuką jest połączenie tych elementów w jednym utworze. Myślę, ze autorowi sztuka ta udała się nadzwyczajnie.
I jeszcze coś. Pewnie pamiętacie z wcześniejszych prezentacji w tej rubryce, że do moich ulubionych utworów należy i “Rękopis znaleziony w Saragossie” Jana Potockiego i “Lampart” Lampedusy. “Don Juan raz jeszcze” choć oczywiście jest zupełnie inną powieścią ma w sobie - choćby ze względu na fabułę i atmosferę, a także miejsce akcji - coś z “Rękopisu” i - ze względu na styl i wspaniały język - coś z “Lamparta”. I to chyba z mojej strony największy komplement dla autora.
