Po godzinachpodróże i książki · Jerzy Stawicki

Hubert Klimko-Dobrzaniecki "Rzeczy pierwsze"

Mól książkowy

W tym miesiącu wracamy do prozy - niewielka, 100-stronicowa książeczka Huberta Klimko-Dobrzanieckiego “Rzeczy pierwsze”. Kolejna książka 40-letniego autora to właściwie zbiór quasi-autobiograficznych opowiadań, dotyczących wybranych epizodów z życia autora, nazywana przez niego samego powieścią autobiograficzną.

Dobre wprowadzenie do książki znaleźć można na jej tylnej okładce. W odpowiedzi na pytanie “jak wygląda rzeczywistość z perspektywy pisarza o absurdalnym poczuciu humoru?” dowiadujemy się, że obejmuje ona “Przydomowy cmentarzyk pod płodną jabłonką. Ciemną Islandię. Freudowski Wiedeń, gdzie psychoterapeuta zamienia się w łabędzia. Zjadający galaretkę wujek Lutek, który wie, że najlepszy garnitur można znaleźć tylko w kostnicy”. Książkę rozpoczynają trzy, dość zwariowane zresztą wersje narodzin autora w Bielawie. Potem wraz z autorem uczestniczymy w jego komunii, poznajemy historię jego wujka Lutka oraz rodziny ze strony matki, potem zaś towarzyszymy autorowi w jego wyjeździe na Zachód Europy i perypetiach w Anglii. Na koniec wreszcie trafiamy do Wiednia, gdzie autor ląduje na kozetce u psychoanalityka i gdzie faktycznie obecnie mieszka.

Epizody życia, przez które przechodzi właściwie każdy z nas, wydawać się więc by mogło - o czym tu właściwie pisać i po co czytać o tych powszechnie znanych sprawach. A jednak warto czytać i to z kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że po prostu historie opowiedziane przez Klimko-Dobrzanieckiego - choć faktycznie osadzone w codziennym życiu są zajmujące i wciągające. Po drugie: galeria pojawiających się w nich postaci jest doprawdy fascynująca i będzie nam towarzyszyć długo po przeczytaniu książki, jak choćby Japończyk Hiroshi i jego kiszone w soli morskiej mango (ciekawe, czy naprawdę jest coś takiego?), czy wiedeński psychoanalityk doktor Gruber. Po trzecie wreszcie książka jest świetnie napisana, pełna humoru, ironii, dystansu do samego siebie, nie pozbawiona refleksji o otaczającym nas świecie. Gdzieś w tle pojawiają się frazy i zdania przypominające moich ulubionych autorów: Chandlera (“wiał halny, ludzie wieszali się nagminnie, a grabarze i księża zacierali ręce”), Hrabala (przy opisie dzieci udających się na komunię do kościoła), czy nawet Lampedusy.

Jedna z przepowiedni opisanych w książce - gdy Hiroshi z kurzych wątróbek wywróżył bohaterowi książki, że zostanie pisarzem - już się spełniła. Czy spełni się druga - ta cyganki i doktora Grubera - zobaczymy. A jaka jest ta druga wróżba i w jaki sposób Hiroshi wróżył z kurzych wątróbek, to już przeczytajcie sami.