Tomasz Łubieński "1939"

Wrzesień to jeden z tych polskich miesięcy, którego nazwa - w odniesieniu do 1939 roku - pisana jest dużą literą. Miesięcy pisanych właśnie dużą literą uzbierało się zresztą jeszcze kilka. I właśnie tak pisanemu Wrześniowi poświęcony jest esej Tomasza Łubieńskiego “1939”, jaki ukazał się niedawno w księgarniach.
Znam autora z jego poprzednich książek - esejów: “Bić się czy nie bić?”, “Czerwonobiały”, “Norwid wraca do Paryża”, czy wreszcie “Ani tryumf ani zgon”. Każda z nich opowiada o zdarzeniach z historii Polski, zdarzeniach kontrowersyjnych, wzbudzających jeszcze dziś, po wielu latach burzliwe dyskusje. Tak było z powstaniami: styczniowym i listopadowym, Powstaniem Warszawskim. I tak też jest z Wrześniem 1939. Dla jednych to symbol chwały oręża Polskiego, symbol walki niepodległej Polski o niepodległość. Dla innych … no właśnie - dobrze że istnieją “ci inni”. Jak to pisze T. Łubieński w ostatniej książce “wszyscy pozostali myślący inaczej niż każe legenda, (…) muszą trafić między malkontentów, mizantropów i sceptyków”.
Dlaczego sięgnąłem po książki Łubieńskiego? Po pierwsze są po postu dobrze napisane, po drugie mądre, po trzecie i dla mnie najważniejsze - zbieżne z moim myśleniem o historii Polski i o podejściu do niej. Zbieżne, a więc związane z trzeźwym osądem i analizą sytuacji w kontekście historycznym, dalekie od romantycznego podejścia, zawierającego się w haśle “bić się”, uwzględniające rachunek zysków i strat i trzeźwe spojrzenie na nasze losy, charakter narodowy Polaków.
Także “1939” wpisuje się w tok racjonalnego myślenia poprzednich książek Łubieńskiego o historii Polski: z próbą trzeźwej oceny sytuacji, z uwzględnieniem kontekstu historycznego, z realną oceną szans i ryzyk oraz zysków i strat. Autor stawia też szereg zasadniczych pytań: czy była jakaś alternatywa oprócz wojny, jakie były inne opcje polityki zagranicznej i jak można ocenić ministra Becka, kto jest odpowiedzialny za Wrzesień? Dodatkowego smaczku wywodom autora dodaje fakt, że w MSZ przed wojną pracowało - i to na stosunkowo wysokich stanowiskach - trzech krewnych ojca autora. W “1939” autor cytuje wspomnienia jednego z krewnych z tegoż roku.
A odpowiedzi? Nie one są w książce - moim zdaniem - najważniejsze. Choć odpowiedź na jedno z nich: czy była jakaś alternatywa? pokazuje tragizm historii: czasem nie ma dobrych wyjść, nie można nawet mówić o “wyborze mniejszego zła”, historia “dzieje się” niejako ponad narodami, ponad rządami i ponad zwykłymi ludźmi, a jej skutki nie dają się przewidzieć. Ważniejsza jest próba rzeczowego spojrzenia na Wrzesień, na Polskie mity, na propagandowe “nie oddamy ani guzika”, na epatowanie heroiczną przeszłością. Ważnych fragmentów jest zresztą w książce wiele. Dla mnie szczególnie istotny jest ostatni akapit “w epatowaniu i epatowaniu się heroiczną przeszłością, do pewnego stopnia sympatyczne bo naiwne bywa przekonanie, że byliśmy z natury rzeczy najlepsi i najdzielniejsi. To może nawet służyć pokrzepieniu serc, byle nie było uczuciem zastępczym. Toksyczne jest rozsmakowywanie się w martyrologii jako polskim przeznaczeniu, w niezaspokojonej krzywdzie. (..) Wciąż za mało cieszymy się wolnością szczęśliwie odzyskaną i nadal (..) niezagrożoną”.
Marzec, Czerwiec, Sierpień, Wrzesień, Październik, Grudzień - jak pisze T. Łubieński “ponad połowa kalendarza z dużej litery”. Może lektura tej niewielkiej książki przyczyni się, że na tym poprzestaniemy?
