Choderlos de Laclos: "Niebezpieczne związki"

Czy książka napisana w 1782 roku, mająca w dodatku postać listów może wciągać, zachwycać a jednocześnie, także współcześnie, budzić ożywione dyskusje? Gdy chodzi o “Niebezpieczne związki” odpowiedź po trzykroć brzmi: “tak”.
Z jednej strony decyduje o tym sam temat: historia “gier” pary libertynów: markizy de Merteuil i hrabiego Valmonta, “gier”, w których pionkami okazują się inni ludzie i ich uczucia, “gier”, które w końcu zwracają się przeciw samym głównym aktorom. W tym świecie gier fałszywe uczucie przeplata się z prawdziwym, dominuje prowokacja i z premedytacją zadawane zło, którym jednak towarzyszy niewinność i pryncypia moralne. Słowem: prawdziwy świat ludzkich gier oraz makiawelizm aktualny i w XXI wieku. Z drugiej zaś sam język i forma epistolarna, w której - jak pisze Andrzej Siemek w posłowiu do ostatniego wydania - “listy nie tylko opowiadają, streszczają i charakteryzują, ale i same są elementem akcji”.
Przeczytajmy choćby rady markizy de Merteuil skierowane do Cecylii: “Rozumiesz przecie, że kiedy piszesz do kogoś, to dla niego, nie dla siebie; powinnaś więc starać się mówić nie tyle to, co myślisz, ile to, co mu sprawi przyjemność”.
Atrakcyjna intryga i wspaniale zarysowane postacie zarówno głównych bohaterów markizy i hrabiego, ale także innych bohaterów: pani de Tourvel, Cecylii i kawalera Danceny zachwycają i dziś.
I jeszcze jeden ciekawy element: w tłumaczeniu Boya-Zeleńskiego z 1912 roku brakuje zarówno trzech listów, fragmentów innych, a także przedmowy. Dopiero wydanie “Świata Książki” z 2001 roku zawiera uzupełnienie tych brakujących fragmentów. Dlaczego Boy opuścił te listy i fragmenty nie dowiemy się już chyba nigdy.
