Po godzinachpodróże i książki · Jerzy Stawicki

Zeszyty Literackie nr 91 - Giuseppe Tomasi di Lampedusa

Mól książkowy

Czy pamiętacie “Lamparta”, rozpoczynającego nasz cykl “Jerzy Stawicki poleca”? Czas powrócić do Giuseppe Tomasi di Lampedusy, a okazją jest 91-szy numer Zeszytów Literackich, zawierający sporą dawkę tekstów mojego ulubionego autora, jak i tekstów o nim samym.

Otwiera je opowiadanie Lampedusy “Syrena”. Jego bohaterem jest wielki uczony, profesor La Cura, który zatrzymany przez Syrenę, przeżywa krótkotrwałą miłość, tak wielką, że stanowi ona jego podstawowe doświadczenie życiowe. Jak mówi sam bohater: “Te trzy tygodnie w pełni lata przeszły szybko jak jeden poranek. Kiedy minęły, spostrzegłem, że w rzeczywistości przeżyłem całe stulecia. Ta lubieżna dziewczyna (….) pokazywała mi drogę ku prawdziwym wiecznym odpoczywaniom, a także ku ascetyzmowi życia, pochodzącemu nie z rezygnacji, lecz z niemożności zgodzenia się na inne, niższe przyjemności”. Co ciekawe, jest to już trzecie tłumaczenie tego opowiadania przez tych samych tłumaczy. Bo - jak sami zresztą wyjaśniają: “to opowiadanie lubimy i nie zamierzamy go w naszych myślach tracić. Zbyt piękne to opowiadanie”.

To wyjaśnienie to piękny przykład fascynacji prozą Lampedusy. W tym numerze Zeszytów Literackich znajdziemy ich więcej: wypowiedzi Iwaszkiewicza, Jeleńskiego, Maraia, czy Herlinga Grudzińskiego.

Ponadto możemy przeczytać obszerne fragmenty biografii Lampedusy, autorstwa Davida Gilmoura, prezentujące ostatnie lata życia pisarza i walkę o wydanie “Lamparta” oraz wspomnienia zaprzyjaźnionego z pisarzem Francesco Orlando. Możemy także przeczytać trzy wykłady Lampedusy, dotyczące Samuela Johnsona, Shelleya i sióstr Bronte. Także listy umierającego pisarza oraz jego testament.

I raz jeszcze Lampedusa i fragment “Syreny”: “Rozmawialiśmy więc o nieśmiertelnej Sycylii, o Sycylii - tym zjawisku natury. (…) o przypływie zapachów, którymi okoliczne gaje pomarańczowe i cytrynowe po prostu zalewają Palermo podczas tych szczególnych czerwcowych zachodów słońca. Mówiliśmy o uroku letnich nocy, kiedy to widoczna jest zatoka Castellamare i gwiazdy odbijają się w uśpionym morzu: jeśli człowiek wyciągnie się wtedy na wznak wśród drzew pistacjowych, jego dusza ginie w przestworzach, lecz ciało wciąż drży, napięte w pogotowiu i czujące zbliżające się demony”.

Tak - i ja jestem zafascynowany Lampedusą. I takich fascynacji życzę Wam, czytającym ten tekst, na nadchodzący 2006 rok.