Po godzinachpodróże i książki · Jerzy Stawicki

Jarosław Iwaszkiewicz "Matka Joanna od Aniołów"

Mól książkowy

Tym razem klasyka: znane opowiadanie Iwaszkiewicza “Matka Joanna od Aniołów”, powstałe w 1943 roku. Jest to przeniesiona w realia okolic Smoleńska, historia opętanych mniszek z klasztoru w Loudun.

Do opętanych przez diabła mniszek przybywa młody egzorcysta - ksiądz Suryn i rozpoczyna próby wypędzenia diabła z Matki Joanny - przeoryszy klasztoru. Jednak jego wysiłki kończą się tragicznie, nie tylko nie udaje mu się wygnać diabła, ale na dodatek popełnia zbrodnię, zabijając dwóch niewinnych ludzi.

Mroczna, pełna niedopowiedzeń opowieść o opętanych mniszkach i próbach wypędzenia diabła jest w gruncie rzeczy opowieścią o naturze ludzkiej, o walce dobrego i złego, o dogmatach nie tylko wiary. Jest to także opowieść o nieuświadamianej, zakazanej miłości.

Dla mnie zaś jest to przede wszystkim opowieść o naturze ludzkiej i o tym, że diabeł jest w każdym z nas. Jak mówi proboszcz - jedna z postaci opowiadania - “ale jeśli zło istnieje, to może być większe i mniejsze. Wieli diabeł - Behemot - który operuje w wielkich zbrodniarzach - i mały … może się “Piwko” nazywa? - który nam podsuwa drobne zadowolenia”. Przecież diabeł matki Joanny, to tak naprawdę pycha i chęć wywyższenia się - w jakikolwiek sposób - ponad innych. A diabeł matki Małgorzaty, to prosta chęć wyrwania się z klasztoru i potrzeba miłości. Zaś diabeł księdza Suryna to chęć pomocy i także miłość. I okazuje się, że miłość i chęć czynienia dobra prowadzą do okrutnej i bezsensownej zbrodni. Także inne postacie opowiadania nie są wolne od mniejszych, czy większych diabłów. A może więc - jak stwierdza rabin w rozmowie z księdzem Surynem - “To może nie są demony, to może tylko brak aniołów? (…) Anioł odleciał od matki Joanny i została sama z sobą. Może to tylko własna natura człowieka?”.

Takich pytań jest w “Matce Joannie od Aniołów” więcej. Sięgnijcie po to opowiadanie Iwaszkiewicza i zacznijcie własne poszukiwania. Albo też sięgnijcie po ekranizację Jerzego Kawalerowicza, czarno-biały film z 1961 roku, którego obrazy wspaniale uzupełniają tekst opowiadania.