Po godzinachpodróże i książki · Jerzy Stawicki

Franz Kafka "Proces"

Mól książkowy

Rynek Starego Miasta, ulica Celetna, Parizska, Masny trh, Vaclavske Namesti to tylko niektóre z miejsc w Pradze czeskiej związanych z Franzem Kafką. Gdybyśmy przenieśli się w czasie - 100 lat wstecz, na którejś z uliczek Starego Miasta na pewno natknęlibyśmy się na wysoką, ubraną na czarno postać. W czasie tych właśnie spacerów narodził się pomysł “Procesu”, opublikowanego zresztą już po śmierci autora w 1925 roku.

Od pierwszego zdania powieści, od aresztowania Józefa K. poruszamy się w świecie absurdu, świecie zniewolenia głównego bohatera, gdzie nic nie trzyma się logiki z wyjątkiem samego absurdu. Świecie biurokratycznej władzy, urzędników i przepisów. Jednostka w takim świecie jest zupełnie bezradna, pozbawiona wszelkich szans przetrwania. Od tego pierwszego zdania kolejne wydarzenia zmierzają nieuchronnie ku tragicznemu końcowi. “Byłaż jeszcze możliwa pomoc? Istniały jeszcze wybiegi, o których się zapomniało? Na pewno istniały. Logika jest wprawdzie niewzruszona, ale człowiekowi, który chce żyć, nie może się ona oprzeć. Gdzie był sędzia, którego nikt nie widział? Gdzie był wysoki sąd, do którego nigdy nie doszedł? Podniósł ręce i rozwarł wszystkie palce”.

Równie niewzruszona jest też logika i precyzja zdań Franza Kafki. Oddajmy głos jego wyobraźni.

“Nie wolno panu odejść, pan jest przecież aresztowany.
- Tak to wygląda - rzekł K. - Ale za co? - spytał po chwili.
Tego panu nie możemy powiedzieć. (…) Wdrożono już dochodzenie i w swoim czasie dowie się pan o wszystkim.”

“Nasza władza, o ile ją znam, a znam tylko najniższe jej stopnie, nie szuka winy, raczej wina sama przyciąga sąd, który ją wówczas ściga, jak mówi ustawa, i wysyła nas, strażników. Takie jest prawo”.

“Chciałbym tylko zwrócić panu uwagę - rzekł sędzia śledczy - na okoliczność, z której pan jeszcze nie zdołał sobie zdać sprawy, mianowicie, ze pozbawił się pan dzisiaj korzyści, jaką stanowi zawsze przesłuchanie dla aresztowanego.”

“Z tym zapatrywaniem się nie godzę się - rzekł K. potrząsając głową - gdyż jeśli na nie przystać, trzeba wszystko, co odźwierny mówi, uważać za prawdę. A że to jest niemożliwe, sam przecież dokładnie uzasadniłeś.
- Nie - powiedział duchowny - nie trzeba wszystkiego uważać za prawdę, trzeba to tylko uważać za konieczne.
- Smutne zapatrywanie - rzekł K. - Z kłamstwa robi się istotę porządku świata.”

W języku czeskim powstało słowo, którego nie ma w żadnym słowniku, a które w latach 80-tych tłumaczyło wiele: “kafkarna”. Może warto rozszerzyć i nasz język?