Marek Krajewski "Widma w mieście Breslau"

“Widma w mieście Breslau”, które ukazały się przed kilkoma dniami, to najnowsza trzecia już powieść Marka Krajewskiego, kolejny tom tzw. tetralogii wrocławskiej, której bohaterem jest radca Eberhardt Mock. Kolejny czarny kryminał, połączony z horrorem, którego akcja rozgrywa się we Wrocławiu, tym razem jesienią 1919 roku. Kolejny wcale nie znaczy sztampowy, czy podobny do innych - wręcz przeciwnie. Do książek M. Krajewskiego przyciąga po pierwsze sam bohater - miłośnik klasycznej poezji łacińskiej i dobrego jedzenia, cynik, a jednocześnie idealista, szukający w świecie stałych zasad, mający “kawałek metalu w udzie, reumatyzm, złe wspomnienia, słabość do alkoholu i rudowłosych kobiet”. Trochę podobny do Philipa Marlowe’a, który zresztą - jak przyznaje autor w jednym z wywiadów - zawsze go fascynował.
Poszczególne sprawy, którymi zajmuje się Mock osadzone są precyzyjnie w przedwojennym Wrocławiu. Wraz z Mockiem wędrujemy więc ulicami dawnego Wrocławia, Kaiser-Wilhelm Strasse (obecnie Powstańców Śląskich), czy Kürassierstrasse (obecnie al. Hallera), pływamy po Odrze i jej dopływach, zagłębiamy się w świat zaułków, knajp i burdeli. Wędrujemy doświadczając niemal fizycznie miasta: “Pod dłonią przesuwały mu się oszklone witryny sklepu Proskauera z męską konfekcją, w oczy kłuły go blaski wydane przez złote zegarki rozłożone za szybą sklepu Kühnela, ocierał się o chropowate ściany budynku zajmowanego przez “Deutsche Seefischhandels-Aktiengesellschaft”, aż w końcu przeszedł przez Nadlerstrasse i natrafił na oszklone drzwi kawiarni Heynmana”. I w zasadzie to Wrocław sprzed II Wojny Światowej jest głównym bohaterem tego cyklu powieściowego. Dla tych, którzy lubią to miasto - jak właśnie ja - ta wspaniale opisana wędrówka w czasie stanowi dodatkowy urok książki. Kolejny, to połączenie świata realnego, rzeczywistego, świata zbrodni, namiętności i perwersji, świata “w utartych koleinach”, ze światem poza-normalnym, tajemniczym światem okultyzmu i sekt z nim związanych, światem widm, towarzyszących głównemu bohaterowi: “Z czarnego kwadratu wyłoniła się głowa i szyja. Resztki wypomadowanych włosów ułożone były w misterny lok. Szyję oplatała łuskowata egzema. Głowa odchyliła się do tyłu, aby ukazać zastygłą lawę, która wypłynęła z oczu. Usta otworzyły się i wypluły bańkę krwi. Za nią pojawiły się inne i pękały bezgłośnie. Dyrektor Julius Wohsedt wyglądał o wiele mniej korzystnie niż podczas chrztu statku “Wodan”“. Tego rodzaju widm jest zresztą o wiele, wiele więcej. Takie połączenie dwóch odrębnych światów, to kolejny stały rys twórczości M. Krajewskiego.
A sama fabuła? Rozpoczyna się morderstwem czterech mężczyzn w marynarskich czapkach. Potem zaś w szaleńczym tempie giną kolejni przesłuchiwani przez radcę Mocka, a morderca informuje o swoich zbrodniach w kolejnych listach adresowanych do radcy. Czym i jak się kończy ta historia? Przeczytajcie sami. Choć dla mnie dużo ciekawsi są Mock, Wrocław oraz świat zbrodni i widm.
