Stanisław Lem - "Cyberiada"

Książki Stanisława Lema towarzyszyły mi od wieku młodzieńczego. “Astronauci”, “Obłok Magellana”, “Solaris”, “Opowieści o pilocie Pirxie”, “Fantastyka i futurologia”, “Summa technologiae” to tylko niektóre z jego książek, które kształtowały moją wyobraźnię przed wielu laty. Później towarzyszył mi Lem-filozof, prezentujący swoje poglądy, czy to w rozmowach z Stanisławem Beresiem, czy w swoich felietonach.
Książką, do której powracam najczęściej, a którą także Lem uważał za swój prywatny wkład w poetykę literatury science fiction jest “Cyberiada”, powstała w połowie lat 60-tych. Jest ona zbiorem powiastek filozoficznych, pełnych żartów i humoru, a jednocześnie rozważających - jak pisze Jerzy Jastrzębski - “najważniejsze problemy etyki, socjologii, czy socjoinżynierii”. Zabawne opowiastki o wyprawach dwóch konstruktorów Trurla i Klapaucjusza łączą w sobie zarówno elementy fantastyki, jak i poważnej refleksji filozoficznej.
Dla mnie są one przede wszystkim refleksją o postępie, o optymizmie i pesymizmie, o tym, co człowiek może stworzyć, a jakie jego działania skazane były, są i będą na porażkę. Można zbudować maszynę liczącą, jednak taką, która jako odpowiedź na pytanie ile jest dwa razy dwa, podaje: siedem i walczy, aż do samozniszczenia o potwierdzenie tego stanowiska. Można też stworzyć elektronicznego poetę - Elektrybałta, który spełnia następujące żądanie Klapaucjusza: “Niech ułoży wiersz o cyberotyce, (…) żeby tam było najwyżej sześć linijek, a w nich o miłości, zdradzie, o muzyce, o Murzynach, o wyższych sferach, (…) i żeby te wszystkie słowa były tylko na literę C”. Można, choć prowadzi to do niezłego zamieszania w całej galaktyce. Trurl potrafił także zbudować maszynę, która umiała robić wszystko na literę n. Problemy zaczynają się jednak, gdy na życzenie Klapaucjusza ma ona zrobić Nic! Także Maszyna Do Spełniania Życzeń działa świetnie, do momentu stworzenia przez nią jej konstruktora, czyli samego Trurla. Wymyślić i zbudować można naprawdę wiele, zawsze jednak pojawiają się jakieś problemy. Dotyczy to także społeczeństwa. Opowieść “Altruizyna” prezentuje bowiem społeczeństwo, które osiągnęło Najwyższą Fazę Rozwoju. Tylko, że ta NFR wygląda niezbyt optymistycznie: “.. zobaczyłem przed sobą nowego mieszkańca planety: goły, drapał się złotą drapaczką w plecy, przy czym czynił to, przeciągając się lubo, choć był bez głowy. Ta ostatnia, odstawiona dogodnie, z szyją w piasku, liczyła językiem zęby w szeroko otwartej gębie. Czoło miała miedziane z białym szlaczkiem, w jednym uchu kolczyk, a w drugim patyczek; na patyczku było napisane drukowanymi literami: MOŻNA”.
Sięgnijcie więc po “Cyberiadę”. Napisana 40 lat temu, dziś, na początku XXI wieku brzmi zadziwiająco współcześnie!
