Waldemar Łysiak "Wyspy zaczarowane"

Italia od stuleci przyciąga podróżników i turystów, pisarzy i historyków sztuki, pielgrzymów i szaleńców. Wędrowali po niej i J.W.Goethe i J.Iwaszkiewicz, zachwycali się Z.Herbert i G.Byron. Jednak relacją z wędrówek po Italii, po którą sięgam najczęściej są “Wyspy zaczarowane” Waldemara Łysiaka, opublikowane blisko 30 lat temu. Tak jak i W. Łysiak pokochałem bowiem Italię, tę “pełną zaczarowanych wysp, które moimi pozostaną, prawem odkrywcy..”.
“Wyspy zaczarowane” to zbiór 19-tu esejów-reportaży (!!) poświęconych bardzo rożnym bohaterom, czy historiom. Jednak każdy z nich związany jest z osobistymi przeżyciami, lub przygodami autora i każdy z nich dotyczy albo postaci historycznej związanej z Italią, albo też dziełem sztuki lub architektury. Na kartach książki przewijają się napoleoński marszałek Joachim Murat i arcymag Josef Balsamo. Wędrujemy przez Monte Cassino i Asyż, podziwiamy “Dziewczęta z Łódeczką” Picassa i “Ostatnią wieczerzę” Leonarda, trafiamy na polskie ślady w Vicola Doria i ślady Casanovy w Warszawie. To osobliwa mieszanka, napisana dość specyficznym stylem, pełna dygresji i anegdot, łącząca olbrzymią wiedzę historyczną i wiedzę z historii sztuki z potocznymi historiami i opowieściami rodem z powieści łotrzykowskich. I mimo takiego pomieszania poszczególne rozdziały okazują się być fascynującą lekturą i zachętą do samodzielnego poszukiwania kolejnych takich wysp.
Jedną z tych wysp jest wyspa tajemnicy Leonarda da Vinci, malującego “Ostatnią wieczerzę”. Na tym obrazie Leonardo uwiecznił 13 postaci i …. 27 dłoni. A ta 27-ma dłoń trzyma nóż. Czy to pomyłka wielkiego mistrza, czy celowe działanie - tej tajemnicy wyspa nie da już sobie wydrzeć.
Znowu sięgam po sfatygowany egzemplarz książki W. Łysiaka. Znowu bowiem wyruszę na poszukiwanie swoich “wysp zaczarowanych” w Italii. I znowu pamiętać będę, że, jak pisze Łysiak nie ma przygody na zewnątrz. Przygoda jest tylko wewnątrz człowieka”.
