Po godzinachpodróże i książki · Jerzy Stawicki

Tomek Michniewicz "Samsara"

Mól książkowy

Tomek Michniewicz, znany dziennikarz (m.in. Radiowa Trójka), fotograf i zapalony podróżnik, opublikował książkę o swoich wędrówkach po Azji “Samsara - na drogach, których nie ma”. Uwielbiam podróże, pasjonują mnie Chiny i region Azji południowo-wschodniej, więc oczywiście rzuciłem się na kolejną książkę o tych stronach.

Na początek jedna, acz istotna różnica między nami w podejściu do podróżowania. Jak pisze Michniewicz we wstępie: “bo po to się wyjeżdża, żeby nie wiedzieć, co czeka za zakrętem”. No cóż: uważam, że daleka podróż wymaga jednak planowania, przygotowania i … biletu powrotnego do kraju. Z tym więc większym zaciekawieniem rozpocząłem lekturę.

Pierwszy przystanek to Katmandu, a właściwie klasztor pod stolicą Nepalu – “pierwszy i (..) jedyny zaplanowany punkt na naszej trasie”. I tam właśnie po rozmowie z mnichami rodzi się pomysł wędrówki po Azji śladami indyjskich czarowników, czyli dziadugarów. Czarowników, którzy wg lokalnych opowieści: lewitują, zatrzymują czas, potrafią przeciąć się na pół. Poszukując dziadugarów trafiają do Indii, Wietnamu, Laosu, Kambodży i Tajlandii. Czarownicy co prawda – w jakiś czarowny sposób - znikają przed przyjazdem autora i jego kompana, więc nie uda się zobaczyć i tej lewitacji i zatrzymywania czasu. W książce znaleźć można jednak szereg innych fascynujących opowieści. I o komunistycznej partyzantce nepalskiej, o dżungli laotańskiej, o posiłku z węża w Wietnamie, a także o obchodach Festiwalu Wegetariańskiego w Tajlandii. I właśnie na tym Festiwalu zobaczyć można w akcji Ma-song: ochotników, mających być medium między światem realnym, a światem phi. Zadaniem Ma-song jest okaleczanie się, ściąganie na siebie złych duchów, i oczyszczanie tym samym swojej społeczności. Opis Festiwalu oraz załączone zdjęcia mają lekko upiorny charakter – pokazują jednak, że w Azji mogą się dziać rzeczy niewyobrażalne dla zachodniego umysłu.

Ten festiwal, to tylko jedna z tych innych, krańcowo odmiennych od europejskich “specialite de la maison”. O wielu innych także przeczytacie na stronach książki.

Czyta się lekko i przyjemnie, tylko w którymś momencie lektury czytający zaczyna zdawać sobie sprawę, że jednak w książce czegoś brakuje. Lektura przygód autora na azjatyckich “drogach, których nie ma” coś za bardzo zaczyna mi w pewnym momencie przypominać jedną z ulubionych lektur z czasów młodości: “Tomka na tropach yeti” Alfreda Szklarskiego. Brakuje nieco kontekstu i refleksji, dominuje przygoda i egzotyka. No cóż: nie jest to jednak “W Azji” Terzaniego; z założenia opowieść Michniewicza ma jednak zupełnie inny charakter.

Chociaż może jednak przesadziłem w tym narzekaniu na braki książki. Kilka fragmentów jest naprawdę fascynujących – jak choćby ten o znaczeniu talizmanów dla Tajów, czy opowieść o “facecie od skorpionów” mieszkającym w Kambodży, gdzieś na końcu świata. Fascynujący jest ten azjatycki świat, tak inny od naszego, co książka doskonale pokazuje. Jest ona także wspaniałą zachętą do marzeń i do podróży, dla – jak pisze autor – “tych tysięcy drobnostek, o których czytaliście”.

Więc na pewno w następnym roku także wyruszę na azjatycką wędrówkę: może to będą Chiny, a może Wietnam i Kambodża? Kusi mnie też Singapur. Gdzie wylądujemy? Zobaczymy. To właśnie samsara – “nigdy nie wiesz, dokąd trafisz …”