Sławomir Mrożek "Tango"

Sławomir Mrożek podbił publiczność teatrów w latach 60-tych i 70-tych. To właśnie wtedy na deskach wielu teatrów gościły “Policja”, “Na pełnym morzu”, “Streap-tease”. W 1964 roku miała miejsce premiera “Tanga” - już wtedy uważanego za najdoskonalszą sztukę Mrożka, porównywaną nawet do “Wesela” Wyspiańskiego.
“Tango” to dramat w tradycyjnej dla Mrożka konwencji absurdu i groteski. Jest to historia buntu racjonalisty i tradycjonalisty Artura przeciwko rodzicom - Stomilom, należącym do awangardowej bohemy. Jak to u wczesnego Mrożka - dramat jest prześmieszny, a postacie groteskowe. Babcia Eugenia ubrana w trampki karana jest przez Artura leżeniem na katafalku; sztukę rozpoczyna scena gry w karty, gdzie położeniu karty towarzyszyć muszą rymy, takie jak “Ja go brzdęk, on mi pękł:” Groteska jednak szybko ustępuje miejsca dramatowi. Sztuka jest bowiem czymś więcej - jest historią poszukiwania idei oraz porządku w rodzinie i społeczeństwie. Bo chociaż “Tango” przedstawia upadek rodziny Stomilów, to tak naprawdę stanowi metaforę społeczeństwa XX wieku i jego rozpadu.
Analizując “Tango” Jan Błoński pisał: “Skąd wynikło światowe powodzenie ‘Tanga’?” (…) “Podejmuje ono kwestię niemalże… planetarną: kryzys i prawdopodobny kres cywilizacji prącej zabobonnie “naprzód”. Opiera się o model wychowawczy, z którym kłopot miały chyba wszystkie rozwinięte społeczeństwa. Pozwala tym samym na dobranie najrozmaitszych kostiumów obyczajowych, równie dobrze serbskich, co irlandzkich. Zachowuje wreszcie wykładnię tak chwiejną, że można ją zwrócić przeciw wszelkim nihilizmom i totalizmom, niby to prawym i rzekomo lewym…” .
Dramat przemienia się w końcu w tragedię. Stomilowie przegrywają, Artur ginie, zaś na placu pozostaje Edek. Edek - cham, warchoł, bezmyślny i amoralny przedstawiciel klasy niższej. Wygrywa bo inteligencja sama siebie unicestwiła, wygrywa, bo dysponuje siłą i niczym poza tym. W ostatniej scenie, przy dźwiękach tanga “La Cumparsita” Edek tańczy z Eugeniuszem, prowadząc i narzucając mu figury. Cham i warchoł pokonał inteligenta, pięść zwyciężyła porządek i prawo. Przegrał Artur, przegrali Stomilowie. Czy przegrała cywilizacja?
Jak pisze Mrożek w didaskaliach: “Tańczą, dopóki nie spadnie kurtyna. A potem jeszcze przez jakiś czas słychać “La Cumparsitę” (…)“. Przez ponad 40 lat?
