Chcesz zrozumieć kryzys? Rozmowy z Z.Baumanem i J.Sachsem

Zewsząd dochodzą nas groźne słowa: “kryzys”, “recesja”, “bankructwo”. Prognozy sprzed miesiąca okazują się dziś kompletnie nietrafione. Dzieją się rzeczy niewyobrażalne jeszcze parę miesięcy temu. A co jeszcze może się zdarzyć?
Pomocna przy zrozumieniu aktualnej sytuacji gospodarki oraz społeczeństwa współczesnego kapitalizmu może okazać się lektura dwóch wywiadów, jakie ukazały się w polskiej prasie w ciągu ostatniego miesiąca: z Jeffreyem Sachsem, profesorem Columbia University, doradcy polskiego rządu na początku lat 90-tych oraz profesorem Zygmuntem Baumanem, obserwującym zawirowania gospodarki i społeczeństw z angielskiego Leeds.
Zacznijmy od opublikowanej w “Polityce” (nr 4/2009) rozmowy Jacka Żakowskiego z profesorem J. Sachsem, podczas lektury której czeka nas i wiele niespodzianek i wiele naprawdę mądrych stwierdzeń. Pierwsza z tych niespodzianek, to fakt, iż Sachs, znany wcześniej z neoliberalnych przekonań, okazuje się być …. socjaldemokratą i radykalnym krytykiem podejścia neoliberalnego. Jego zdaniem “Ameryka poszła za daleko w radykalizmie rynkowym”, a wiara - kompletnie nieuzasadniona - że rynek jest jedyną odpowiedzią na problemy gospodarcze, która upowszechniła się także poza Ameryką, doprowadziła do obecnego krachu. Sachs twierdzi że: “kończy się (..) trwająca ćwierć wieku dominacja radykalnych poglądów rynkowych i próby budowania radykalnie rynkowych społeczeństw” oraz że “na dłuższą metę nie da się oddzielić wzrostu gospodarczego od poziomu nierówności i spójności społecznej. Nadmierne nierówności mogą być tak samo szkodliwe, jak nadmierne dążenie do równości”. Gospodarka i system finansowy to niestety tylko jedna strona obecnego kryzysu; znacznie poważniejsza jest strona społeczna: “nasze społeczeństwo stało się groźnie niesprawiedliwe, podzielone, zmilitaryzowane, samolubne i agresywne. Takie społeczeństwo nie może być szczęśliwe ani produktywne”. Sachs mówi oczywiście o Ameryce, ale ta diagnoza jest chyba równie prawdziwa w pewnym kraju nad Wisłą.
Sachs zwraca też uwagę na inną negatywną konsekwencję ostatnich 30 lat dominacji neoliberalizmu - zmianę myślenia o roli państwa. “Wcześniej nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo zatruta została idea społecznej współzależności i reprezentowania wspólnego interesu przez państwo. (..). Znaleźliśmy się między dwoma woluntarystycznymi utopiami. Jedna z nich kanonizuje rynek, druga społeczeństwo”. I znowu: skąd w pewnym kraju nad Wisła to znamy: rynek versus społeczeństwo obywatelskie, a państwo? Zapomnijmy!
Sachs zwraca wreszcie uwagę na potrzebę poważnej debaty, czy to w Ameryce, czy Polsce, o kształcie społeczeństwa, o gospodarce oraz o powstającej na naszych oczach nowej epoce. Zauważa też kolejne podobieństwo obu tych krajów: i tam i tu nad Wisłą ludzie mają podobnie uproszczone poglądy. A w tych nowych czasach potrzebna jest zmiana mentalności.
Równie pasjonująca jest zamieszczona w Dużym Formacie (poniedziałkowym dodatku do Gazety Wyborczej z dnia 9 lutego 2009) rozmowa z profesorem Baumanem na temat kryzysu.
Szczególnie interesujący fragment rozmowy dotyczy dwóch podstawowych wartości, bez których zdaniem profesora, godne i sensowne życie nie jest możliwe, tj. wolności i bezpieczeństwa. Bauman stwierdza, że “bezpieczeństwo bez wolności jest niewolą, a wolność bez bezpieczeństwa, to tyle co ciągła wędrówka w nieznane, nieustający niepokój i strach. Jedna wartość bez drugiej jest koszmarem i dopiero razem tworzą godziwe życie”. Problem polega na trudności pogodzenia obu tych wartości. Im więcej jednej, tym bardziej trzeba rezygnować z drugiej. Czasy współczesne oferują poprzez różne formy życia społecznego także różne kombinacje obu tych wartości. Jednak “żadne ze społeczeństw nie znalazło złotego środka”.
Najciekawsza jest jednak konkluzja tych wywodów. Otóż zdaniem profesora “postęp w sensie czynienia życia ludzkiego bardziej szczęśliwym, przytulnym, a pełnym zarazem podniecających przeżyć, przypomina raczej wahadło niż linię prostą”. Jak spojrzymy na wiek 20-ty, na okres sprzed Wielkiego Kryzysu, poprzez okres państwa dobrobytu, tzw. czasy komunizmu w wersji radzieckiej oraz tzw. reagonomikę, to widać wyraźnie, że te różne formy życia społecznego w różnym stopniu realizowały te dwie podstawowe wartości.
Dla mnie, zafascynowanego chińską filozofią, w szczególności koncepcjami taoizmu, czy podejścia yin-yang, w tym wahadle, o którym mówi Bauman, znajduję analogię do chińskich koncepcji powtarzającego się cyklu zdarzeń i nie-liniowego myślenia. To przecież właśnie zgodnie z tą chińską filozofią, której symbolem jest znak tai-chi (foto), gdy któryś z elementów rzeczywistości (np. dzień, dobroć, etc) osiąga swoje apogeum, to za chwilę sytuacja zmieni się diametralnie i ten drugi czynnik wejdzie na drogę osiągania swojego apogeum. Sztuka życia wg Chińczyków polega więc na dążeniu do osiągnięcia równowagi, pomiędzy tymi elementami. A “przegięcie” wahadła w jedną stronę, kończy się nieuchronnie katastrofą, upadkiem komunizmu w 1989 roku i upadkiem neoliberalizmu 20 lat później. Jaka więc szkoda, że ta chińska filozofia nie była ani szerzej znana, ani też stosowana w cywilizacji zachodniej.
Potrzebny jest więc jakiś “złoty środek”, jakieś nowe rozwiązanie, jakaś nowa równowaga. A co wyłoni się z tego chaosu? Zobaczymy pewnie już niedługo.
