Po godzinachpodróże i książki · Jerzy Stawicki

Mariusz Szczygieł "Zrób sobie raj"

Mól książkowy

Znany reporter a jednocześnie “czechofil” – Mariusz Szczygieł napisał kolejną książkę o jego ulubionym kraju pt. “Zrób sobie raj”. Muszę przyznać, że także bardzo lubię Czechów, ich specyficzne podejście do życia, autoironię i dystans, których to cech zdecydowanie nam w Polsce brakuje. Bardzo podobała mi się jego wcześniejsza ksiązka o Czechach “Gottland”, więc wkrótce po wydaniu nowej książki zabrałem się za jej lekturę.

“Zrób sobie raj” to – w przeciwieństwie do wcześniejszej książki – opowieść o Czechach współczesnych. Niby sąsiedni kraj, a tak różny i tak różni ludzie, ich podejście do życia, stosunek do Boga i do samych siebie. Jak mówi autor w rozmowie opublikowanej na łamach “Przekroju”: “A więc czeskie wady: dużo śmiechu, dużo autoironii, brak patosu, brak tabu, brak lęku przed Bogiem”. Czyli zestaw krańcowo różny od polskich cech.

Jak może funkcjonować społeczeństwo o takich właśnie cechach? Jak przejawiają się one w życiu codziennym? Skąd właściwie wzięło się takie a nie inne podejście Czechów do życia i Boga? To tylko niektóre z kwestii analizowanych przez autora i mistrzowsko ilustrowanych obrazkami z życia mieszkańców naszego południowego sąsiada. Główny wątek książki to jednak czeska kultura. Zdaniem autora taka właśnie kultura jest swego rodzaju zabezpieczeniem, lub antidotum na różne “dziwności” , czy niesprawiedliwości żywota – jest swego rodzaju tarczą, schowanie się za którą po prostu ułatwia życie.

Książka, choć tematycznie jednorodna, jest niejednorodna warsztatowo. Znajdziemy w niej i reportaż i felieton i zwięzłą notatkę. Jest ona w gruncie rzeczy kolekcją różnych opowieści, czasem naprawdę fantastycznych, czasem zaś zabawnych; niektóre zaś są wręcz przeurocze. Oto jeden z przykładów, pochodzący z rozdziału “Po obu stronach okna”:

“Kiedyś zostałem z Jasonem na tydzień sam, był czerwiec, i musiałem codziennie wyciągać mu kleszcze, które przynosił z ogrodu. Z jednym trudnym kleszczem poszliśmy do weterynarza, dwa domy dalej. Pan Josef Míka, tęgawy i zażywny, dobrze po sześćdziesiątce, kleszcza wyjął jednym ruchem. Dzięki Bogu, powiedziałem, na co pan doktor odparł, że Bóg nie ma z tym nic wspólnego, ważna jest specjalna pęseta. Jak już tak miło nam się rozmawia o religii, dodałem, to może powiedziałby mi pan doktor, co się mówi po czesku, kiedy człowiek robi znak krzyża. Przyjeżdżam tu tyle lat, a jeszcze tego nie ustaliłem. Weterynarz otworzył szeroko usta, jakbym mu wyssał całe powietrze z gabinetu. Nie mam pojęcia, odparł po chwili, nigdy nie wykonywałem takiej czynności. Ale czeka tu jeszcze jedna pani, może ona wie, jak się po czesku przeżegnać. Zapytaliśmy, pani zadzwoniła nawet do koleżanki na Smíchov, niestety – też nie wiedziała. Ja to dla pana ustalę, obiecał doktor, tylko proszę mi dać kilka dni”.

Takich perełek, i tych większych, i tych mniejszych jest w książce mnóstwo. Przykład pierwszy z brzegu. Naklejka nad pisuarem na stacji metra Plac Republiki w Pradze: “Pielęgnujcie przypadkową życzliwość i piękne czyny pozbawione sensu”. Czy nie piękne?
Albo też finał rozmowy kasjerki na dworcu kolejowym, sprzedającej bilet autorowi, jeżdżącemu po Czechach śladem papieża Benedykta XVI:
“Wręcza mi bilet:
- No to … dobrej zabawy z papieżem”.

Intrygujący jest też rozdział “Jak się Państwu żyje bez Boga?” Czesi udzielają bowiem na to pytanie bardzo różnych odpowiedzi, takich jak:
- “normalnie”
- “całkiem fajnie”
- “nie do końca bez Boga, coś tam przecież istnieje”
- “lżej niż z Bogiem”
- “jak bez tyrana”.
A każdej z tych odpowiedzi towarzyszy dłuższe uzasadnienie, raz bardziej rzeczowe, innym razem bardziej “z przymrużeniem oka”. Każda z nich zmusza jednak do refleksji i zastanowienia.

Jako miłośnik Hrabala i Skvoreckego czekałem na jakiś rozdział poświęcony przynajmniej jednemu z tych pisarzy. No i .. jest: “Pod nieobecność pana Hrabala”. A w nim na pięciu stronach kwintesencja pisarstwa Hrabala – kolejna perełka Mariusza Szczygła. Zacytuję autora: “Otóż [Hrabal] pokazał nam, że wszystko co nas spotyka, może być czymś cudownym. Cud zdarza się każdego dnia i nie jest inaczej. Głupie okazuje się u niego piękne. Pokraczne jest piękne. Podłe jest piękne (…) I oczywiście piękne też jest piękne”.

Dzięki książce Mariusza Szczygła poznałem też dwa podstawowe słowa języka czeskiego, niezbędne dla zrozumienia ich kultury i podejścia do życia. Te słowa to: “klid”, czyli “spokój”. Autor wyjaśnia, że: “jeśli kultura czeska jest piosenką, to jej refren zawsze ma słowo “spokój”“, Drugie – jeszcze chyba ważniejsze – słowo to: “pohoda”, czyli “dobry nastrój, spokój, pogodne usposobienie, bezkonfliktowe związki. Słowem, nie robić ludziom i sobie przykrości. Pohoda lubi piwo”.

“Zrób sobie raj” to świetnie napisana, urocza i jednocześnie mądra książka. Pokazuje naszych sąsiadów, tak odmiennych od nas z sympatią i wręcz z podziwem. Może to takie lustro, w którym warto się przejrzeć?