Po godzinachpodróże i książki · Jerzy Stawicki

A. Zee "Połykając chmury"

Mól książkowy

Raz jeszcze książka związana z Chinami i chińską kulturą, “Połykając chmury”, autorstwa urodzonego w Chinach, wychowanego w Brazylii, a mieszkającego w USA profesora fizyki teoretycznej. Książka - zgodnie z podtytułem - to “rzecz o chińskim języku i podniebieniu”, czyli w gruncie rzeczy o chińskiej kuchni oraz właśnie o języku i szerzej o kulturze chińskiej.

Czy można połączyć w jednej książce tak różne tematy i w dodatku dostarczyć fascynującą lekturę czytelnikowi? Autorowi w pełni się to udało. Przez kolejne rozdziały prowadzi nas od opowieści o tym, jak człowiek pekiński rozpala ognisko, a więc jak wygląda chiński znak ognia i jakie mogą być pozycje menu chińskiej restauracji, aż do epilogu, związanego z chińskim popularnym przysłowiem: “Nie ma bankietu, który się nie kończy”. W trakcie lektury książki możemy dowiedzieć się, że nazwę popularnych pierożków gotowanych w pikantnej zupie, nazywanych wan-tan, można przetłumaczyć jako tytułowe “połykanie chmur”. A także, że podczas gdy Europejczycy w trakcie swoich wypraw podbijali całe kontynenty, to Chińczycy (konkretnie słynny admirał Zheng He w 15-tym wieku) odkryli tylko nową potrawę: jaskółcze gniazda ! W tym miejscu parę słów wyjaśnienia: najbardziej cenione potrawy podczas chińskiego bankietu to właśnie - w kolejności od najbardziej atrakcyjnej - jaskółcze gniazdo, płetwa rekina i ogórek morski. I oczywiście nie chodzi tu o zwykłą jaskółkę, lecz o jaskółkę morską żyjącą na malezyjskich wybrzeżach. I nie chodzi o zjadanie całych gniazd tej jaskółki, lecz o kleistą wydzielinę służącą wzmacnianiu gniazda.

Sprawy kuchni i różnych dań zajmują w książce sporo miejsca. Dla mnie jednak najciekawsze okazały się rozdziały dotyczące chińskiej kultury, jak chociażby rozdział “Działaj bez działania, smakuj bez smakowania”. Opowiada on o głównych nurtach filozofii chińskiej: konfucjanizmie, taoizmie i - w mniejszym stopniu - o buddyzmie, a rozpoczyna go anegdota o reakcji Konfucjusza, Buddy i Lao-Cy po wypiciu odrobiny octu. Nie będę jej tu cytował - zajrzyjcie do rozdziału 13-tego, naprawdę warto. Właśnie z Księgi Drogi i Cnoty (Tao Te Cing), z rozdziału 63-ego pochodzi cytat “działaj bez działania, rób bez robienia, smakuj bez smakowania”, opisujący podstawową taoistyczną zasadę wu-wei.

Fantastyczny jest także kończący książkę dodatek, opisujący zabawę “zgadywanie z pięści”, będącą częstym elementem chińskich przyjęć. Polega ona na tym, że dwaj uczestnicy przyjęcia podnosząc zaciśniętą pięść, prostują pewną liczbę palców, wykrzykując przy tym liczbę, lub zwroty, przypisane poszczególnym liczbom. Przykładowo cyfrze trzy odpowiada zwrot “trzy gwiazdy świecą wysoko na niebie”. Te trzy gwiazdy to po prostu: “szczęście i pomyślność”, “dobre zarobki” oraz “długie życie”.

Książka pełna jest fascynujących informacji, w tym także o pochodzeniu i znaczeniu różnych chińskich znaków, co jest szczególnie interesujące dla osób uczących się - tak jak ja - języka chińskiego. Ponadto napisana jest pięknym, czasem wręcz poetyckim językiem. Przeczytajcie choćby fragment dotyczący chińskiego przyjęcia: “Prawdziwie chińskie przyjęcie ma swoją własną logikę i równowagę jak poemat symfoniczny. Tempo bankietu powinno być tak leniwe jak letni sen. Dania powinny napływać stałym strumieniem, jedno po drugim, w takim tempie, by umożliwić spokojne trawienie, ale nie wywoływać niecierpliwości zbyt długim oczekiwaniem. Obfitość poszczególnych dań powinna zależeć od ich ilości. Każda osoba winna nałożyć sobie taką porcję, by poczuć smak potrawy, ale zostawić w żołądku miejsce na następne dania”.

Zapraszam więc i do lektury i do “połykania chmur”.