
Zapomniane cmentarze Beskidu Niskiego z I-wszej Wojny Światowej
Pewnie nie wszyscy z Was wiedzą, że obszar Beskidu Niskiego i okolic był terenem ciężkich walk w czasie 1-szej Wojny Światowej. Tu przecież, w maju 1915 rozegrała się tzw. bitwa Gorlicka – wielka ofensywa wojsk niemieckich i austriackich. I dlatego w wielu miejscach Beskidu Niskiego i w jego okolicy można znaleźć cmentarze żołnierzy I Wojny Światowej, cmentarze budowane w końcowych latach wojny, na których spoczywają żołnierze wszystkich walczących stron. Niektóre z tych cmentarzy opisywałem parę lat temu na blogu w tekście: Cmentarze z I-ej Wojny Światowej w Beskidzie Niskim Cmentarze z I-ej Wojny Światowej w Beskidzie Niskim
Powrót w Beskid Niski w sierpniu tego roku był okazją do odwiedzenia kilku innych, pięknych, położonych z dala od utartych szlaków cmentarzy. Zapraszam więc do ich wirtualnego odwiedzenia.
Zacznijmy od – najpiękniejszego chyba cmentarza, położonego na wierzchołku Rotundy, niecałą godzinę wędrówki od Regietowa i bazy SKPB. Tego, o którym w 2009 pisałem: “Nigdy jednak nie byłem na - ponoć - najpiękniejszym cmentarzu (numer 51) na górze Rotunda o wysokości ponad 770 m. Na starych zdjęciach widać pięć wysokich drewnianych wież, zwieńczonych krzyżami, w środku kolistego cmentarza. Dziś - wg przewodników - z tych wież pozostały tylko ruiny, a sam szczyt Rotundy jest obecnie zalesiony. Jak więc cmentarz wygląda dziś? Może wkrótce będę miał okazję się o tym przekonać.” W 2012 roku mam dobrą wiadomość dla miłośników beskidzkich cmentarzy. Dwie z tych pięciu wież są już odnowione i wyglądają naprawdę imponująco, dając wyobrażenie jak może wyglądać cmentarz po pełnej restauracji. Szkoda tylko, że zarówno zbocza Rotundy, jaki jej szczyt porastają już wysokie drzewa. Nigdy więc nie będziemy już mieli okazji zobaczyć wież cmentarza z beskidzkich dolin. Gorąco polecam wędrówkę czerwonym szlakiem na szczyt Rotundy – wrażenie jest niezapomniane – zobaczcie zresztą zdjęcia.

W pobliżu Regietowa znajduje się jeszcze jeden piękny i naprawdę zagubiony w lesie cmentarz, cmentarz numer 48. Żeby do niego dotrzeć należy z doliny regietowskiej za bazą SKPB, a przed dawną czasownią (czyli małą kapliczką na starym łemkowskim cmentarzu) skierować się za drogowskazem wskazującym cmentarz wojenny przez łąki na południe, a potem – już w lesie – trzeba mieć po prostu nosa, gdyż znaków szlaku nie ma tam żadnych. Nam jednak bez problemu udało się dotrzeć i na ten cmentarz, który jest obecnie odnawiany. Położony na zboczu wygląda także naprawdę pięknie – zobaczcie zdjęcia.



Kolejny cmentarz, jaki odwiedziliśmy, położony jest na czerwonym granicznym szlaku, na stokach Beskidku, bardzo blisko od przejścia granicznego ze Słowacją w Koniecznej. Po remoncie w 1993 roku, także obecnie trwają na nim prace konserwatorskie. I mimo, że położony na szlaku granicznym, wydaje się być niemal w ogóle nie odwiedzany. Ten cmentarz, podobnie, jak i dwa poprzednie jest autorstwa słowackiego artysty Duszana Jurkowicza, który był kierownikiem artystycznym budowy cmentarzy w rejonie żmigrodzkim.


Najtrudniej było dotrzeć do cmentarza numer 50, położonego niemal na szczycie Wysoty (784 m n.pm.) w pobliżu Wysowej Zdroju. Najtrudniej, gdyż dojście jest słabo oznakowane, a ostatni odcinek to bardzo, bardzo strome podejście. Cmentarz numer 50 to chyba najrzadziej odwiedzany cmentarz beskidzki, najbardziej zapomniany. Na szczęście dotarł tam konserwator zabytków i zostawił mały szkic sytuacyjny cmentarza, a także dwa nowe krzyże postawione na mogiłach. Leży tam 10 żołnierzy austro-węgierskich oraz 50 żołnierzy rosyjskich. Jeśli więc kiedyś zawędrujecie do Wysowej odwiedźcie ten właśnie cmentarz; zapalcie też na nim lampkę.


A za 3 lata obchodzić będziemy 100-lecie operacji gorlickiej z 1915 roku. Może do tego czasu uda się odnowić większość beskidzkich cmentarzy, w tym także te zapomniane?
