
Ganesha
Ganesha (Ganesh) to indyjski bóg, mający głowę słonia i czworo rąk. Ganesha jest opiekunem nowych przedsięwzięć, mądrości i sprytu, patronem uczonych. Wikipedia podaje, że jest on także uznawany za boga obfitości i dobrobytu – jako taki patronuje kupcom i bankierom. Ponadto uosabia witalność i żywotność. Tyle i znacznie więcej można przeczytać na stronach różnych encyklopedii. Ja zapraszam na prywatną wyprawę z Ganeshą.
A ta prywatna wyprawa z Ganesha zaczęła się w wrześniu 1977 roku. Wtedy to miałem okazję przez blisko miesiąc wędrować po środkowych Indiach. I wtedy właśnie zafascynował mnie świat indyjskich bogów, a zwłaszcza bóg nowych przedsięwzięć i podróży, czyli właśnie Ganesha. Na targu w Bhubaneshawrze, na wschodnim wybrzeżu Indii kupiłem niedużą statuetkę Ganesha.
Dojechał on szczęśliwie do Polski i od tamtego czasu stoi w pokoju na półce z książkami biznesowymi, patronując i nowym projektom i nowym wyprawom. Nie tylko stał na regale, ale nawet pojawił się w jednym z moich wystąpień na konferencjach poświęconych zarządzaniu projektami. W lutym 2003 roku na seminarium SPMP opowiadałem “Powiedz mi jak się projekt rozpoczyna”. A zdjęcie Ganesha ilustrowało tezę, że do sukcesu projektu potrzebny jest także „łut szczęścia że mnie ten “łut szczęścia” zapewnia właśnie Ganesh. Nie żartuję! Naprawdę głęboko wierzę w jego działanie – faktem, jest że różne przedsięwzięcia, które inicjuję i prowadzę kończą się właśnie sukcesem. Dzięki Ci Ganeshu!
W tym roku mój “stary” Ganesh dorobił się towarzystwa. Ten “drugi” Ganesh przyjechał z Wietnamu, z Da Nang. A było to tak: Podróżując w lutym 2011 po Wietnamie trafiliśmy do My Son - kompleksu świątyń ludu Czamów, zamieszkujących w pierwszych dwóch tysiącleciach środkowy i południowy Wietnam. To taki Wietnamski Angor Wat, tyle, ze znacznie, znacznie mniejszy. Czamowie byli wyznawcami hinduizmu, stąd też w ich świątyniach natrafić można i na Sziwę, na Wisznu i … oczywiście na Ganesha. Niestety z ruin My Son zabrano większość rzeźb i posągów; trafiły one do Muzeum Rzeźby Czamów w mieście Da Nang w środkowym Wietnamie. Więc oczywiście do tego muzeum trafiliśmy i my w poszukiwaniu Ganesha. W pierwszych kilku salach (galeriach) są oczywiście wspaniałe czamskie rzeźby, lecz poszukiwanego Ganesha ani śladu. Wchodzimy do Galerii My Son (http://www.chammuseum.danang.vn/TabID/65/CID/41/ItemID/104/default.aspx ) i jest! A właściwie są: stojący Ganesh, a nieco dalej także drugi, siedzący Ganesh. Oba pochodzą z około IX-X wieku n.e. Wyglądają naprawdę wspaniale (foto). Wtedy tez pomyślałem o swoim “starym” Ganeshu i o tym, że pewnie przydałoby mu się towarzystwo. No tak, ale przecież nie mogę porwać posążka z galerii muzeum. Z pomocą przyszedł sklepik w muzeum, gdzie znaleźć można było miniaturowe odpowiedniki rzeźb z galerii. Nie zastanawiałem się ani chwili – i tak siedzący Ganesh z My Son został ze mną. Przyjechał do Warszawy i – podobnie jak ten “stary” stoi na regale (choć w innym pomieszczeniu) i także patronuje nowym projektom i podróżom.
A od kiedy pojawił się w naszym biurze, to i zapytania ofertowe i zlecenia zaczęły napływać większym strumieniem. Nie, nie żartuję, tak po prostu działa bóg Ganesh.
I na koniec: z pewnością zadajecie sobie pytanie skąd wzięła się głowa słonia na ciele mężczyzny? W mitologii indyjskiej znaleźć można kilka legend odpowiadających na to pytanie. Jedna z nich mówi, że Ganesh był synem Śiwy i Parwati. Śiwa po jego urodzeniu opuścił dom, a gdy powrócił Ganesh nie chciał wpuścić go do domu, gdyż otrzymał od Parwati polecenie nie wpuszczania obcych. Rozgniewany Śiwa obciął mu głowę. Gdy jednak Parwati wyjaśniła mu co zrobił, postanowił dać chłopcu głowę pierwszego napotkanego stworzenia. A tym pierwszym stworzeniem był właśnie słoń.
A jak dokładnie przyjrzycie się posągowi Ganesha, to zobaczycie także szczura. Jaki jest związek Ganesha ze szczurem? O tym opowiem kiedyś w przyszłości.
