
Hongkong - wyspa Lantau
Hongkong kojarzy się przede wszystkim z niedużą wyspą Hongkong z wielkim centrum finansowym, olbrzymimi drapaczami chmur oraz Wzgórzem Victorii ze wspaniałym widokiem na Victoria Harbour i południową część półwyspu Kowloon. Tak naprawdę na wodach terytorialnych Hongkongu są 234 wyspy: maleństwa na których żyją tylko ptaki, jak i całkiem duże wyspy. Największa z nich to Lantau, dwa razy większa od wyspy Hongkong.
Lantau jest doskonałym przykładem typowego dla Hongkongu połączenia super-nowoczesności z tradycją, aglomeracji z dziką przyrodą. I właśnie o tym połączeniu chciałbym tu opowiedzieć.
To właśnie Lantau poznajemy, gdy przybywamy do Hongkongu z Europy. Tam bowiem mieści się nowoczesne lotnisko, ukończone w 1988. Lotnisko położone na sztucznej wyspie tuż przy brzegu Lantau. Lotnisko z niesamowicie sprawną obsługą, na którym od wyjścia z samolotu do wejścia do kolejki lub autobusu, jadących do centrum potrzeba raptem kilku minut. Niedaleko lotniska położone jest nowoczesne miasto Tung Chung, z wielkimi, mieszkalnymi drapaczami chmur, z końcową stacją metra, połączone z resztą Hongkongu autostradą i pięknym mostem Tsing Ma. W Tung Chung jest także początkowa stacja wspaniałej kolejki linowej prowadząca z poziomu morza na płaskowyż Ngong Ping. Jazda kolejką trwa blisko 30 minut, a widoki na miasto, lotnisko oraz na góry zaczynające się zaraz na skraju miasta należą do najpiękniejszych, jakie miałem okazję podziwiać. Nowoczesność i cywilizacja panują na północy wyspy; jej wnętrze, jak i południowe wybrzeże mają już zupełnie odmienny charakter.
Środek wyspy zajmują bowiem góry, z których najwyższa Lantau Peak ma 934 metry. Przez całą wyspę przebiega 70 kilometrowy pieszy szlak Lantau Trail, podzielony na 12 odcinków. To specyfika hongkońskich szlaków turystycznych, a jednocześnie naprawdę genialny pomysł: podzielenie szlaku na krótsze odcinki, które można pokonywać oddzielnie lub łączyć kilka sąsiednich. Lantau Trail, tak jak i inne szlaki jest doskonale oznakowany, zgubić się więc nie sposób. Najważniejszym celem na Lantau jest płaskowyż Ngong Ping, na który można dotrzeć i kolejką linową i autobusem. Na płaskowyżu dominuje największy na świecie posąg siedzącego Buddy. Ma on 26 metrów wysokości, powstał w latach 80-tych 20-tego wieku. Najpierw trzeba wspiąć się po stromych schodach potem zaś można wędrować w środku posągu, gdzie znajduje się niewielkie muzeum. Wielkiemu Buddzie towarzyszy sześć figur bodhisattwów, niosących dary. I chociaż ludzi odwiedzających Buddę jest naprawdę sporo, to szybko można wczuć się w atmosferę tajemniczości, majestatu i czegoś wręcz nieziemskiego. Naprawdę magiczne miejsce!
W pobliżu posagu Buddy stoi klasztor Po Lin („cenny lotos”), z kilkoma pawilonami i posągami Buddy Siakjamuniego i Amitabhy. Z tyłu kompleksu trwa zaś budowa następnych pawilonów. Jedną z atrakcji klasztoru jest … wegetariańska stołówka. Za 100 hongkońskich dolarów można zjeść naprawdę wspaniały obiad; więc oczywiście zjedliśmy! Także w stołówce jest mnóstwo ludzi. Wystarczy jednak tylko odejść ścieżkami trochę w bok od posągu Buddy i klasztoru i znajdziemy się w zupełnie innym świecie. Nieliczni wędrowcy z plecakami, cisza i spokój, szlaki piesze, w tym trzeci odcinek Lantau Trail oraz wspaniała przyroda. Zdobycie Lantau Peak zostawiliśmy sobie – ze względu na wysoką temperaturę – na następny wyjazd do Hongkongu. Zrobiliśmy zaś mniej ambitną, lecz wspaniałą widokowo trasę wokół Ngong Ping. A na tej trasie była i Ścieżka Mądrości i plantacja herbaty i widoki na klasztor oraz oczywiście na posąg Buddy. A ostatni odcinek naszej trasy przebiegł pod kolejką linową, ze wspaniałymi widokami i na Lantau Peak i na morze. Po drodze zaś, po wyruszeniu spod Ścieżki Mądrości nie spotkaliśmy nikogo!






Równie wspaniałe są szlaki na samym południu Lantau, zwłaszcza odcinek 9-ty z Shui Hau do Shek Pik. Zaczyna się w maleńkiej wiosce Shui Hau na brzegu morza i wiedzie przez nadmorskie busze oraz piaszczyste plaże do kolejnej wioski Shek Pik. Wspaniała roślinność, motyle, ważki i węże, a także pusta, nieduża plaża, gdzie oczywiście zażywaliśmy kąpieli. Na morzu zaś co kilkanaście minut śmigały wodoloty do położonego niedaleko Macau. Po odpoczynku i spotkaniu jedynego turysty w trakcie tej wędrówki ruszyliśmy dalej. Kierunek to wioska Tai O, zupełnie „gdzieś na końcu świata”. Jeśli macie pod ręką mapę Hongkongu, lub tej części Azji, spróbujcie znaleźć Tai O. Dalej jest tylko horyzont, Macau i .. marzenia.






