
Shangri-La i klasztor Songzanlin
Jeszcze raz Zhongdian w północnej części chińskiej prowincji Yunnan, czyli Shangri-La - mityczna kraina szczęścia z powieści Jamesa Miltona “Zaginione królestwo”. Tym razem wędrujemy do Songzanlin -klasztoru buddyzmu tybetańskiego, położonego kilka kilometrów na północ od miasta. Klasztor ten został założony w 17 wieku przez 5-tego Dalai Lamę, jego budowa rozpoczęła się w 1879 roku i trwała 2 lata. W latach 50-tych oraz 6-tych 20-tego wieku klasztor został poważnie zniszczony. A jak wygląda w 2009 roku?
Pierwsze zaskoczenie to dojazd do klasztoru. Miejski busik z centrum dojeżdża do dużego budynku, który okazuje się być stacją początkową specjalnego busa dowożącego turystów do klasztoru odległego o jakieś 3-4 kilometry. W busie młoda chińska przewodniczka opowiada – niestety po chińsku – historię klasztoru oraz wprowadza w tajniki buddyzmu tybetańskiego. Po kilku minutach jazdy przed pojazdem pojawia się klasztor ze złotymi dachami. Tak naprawdę jest to zespół budynków położonych i na zboczu góry i na jej szczycie, gdzie błyszczy w słońcu główna świątynia. Wygląda znajomo i szybko odkrywamy, że przypomina najsłynniejszą budowlę tybetańską klasztor Potala w Lhasie. Rzeczywiście klasztor nosi nazwę “Mała Potala” i jego budowa była wzorowa na pałacu w stolicy Tybetu. Druga rzecz, która rzuca się w oczy, to remont części budynków klasztornych. Już z dołu widać, że część głównej świątyni oraz niektóre mniejsze obiekty są odnawiane i restaurowane.
Dalaj Lama wybrał to miejsce na klasztor w 1679 roku by divination. Klasztor jest obecnie czynny i mieszka w nim około 800 mnichów. Cały kompleks przypomina trochę wielki zamek, a tak naprawdę dzieli się na dwa pod-klasztory: Zhacang i Jikang. Wspinamy się więc na górę po szerokich schodach, zaglądając do położonych na zboczu niedużych świątynek. Jesteśmy na wysokości ponad 3000 m n.p.m, więc wysokość trochę daje się we znaki podczas wspinaczki po schodach.
Główny budynek położony na górze schodów to typowa budowla tybetańska: cztero-piętrowa, ze złoconym dachem. Na parterze znajduje się wielka sala, która może pomieścić 2000 mnichów. W ołtarzu stoi figura 5-tego Dalaj Lamy. Wspinamy się na kolejne piętra budowli, będącej swego rodzaju muzeum, czy też ekspozycją sztuki buddyzmu tybetańskiego.
W tym miejscu istotna uwaga: w świątyni buddyjskiej należy poruszać się zgodnie z ruchem wskazówek zegara, zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz świątyni. Wewnątrz nie można jeść, ani pić; często także zabronione jest robienie zdjęć, zwłaszcza głównych bóstw stojących na ołtarzu. Wewnątrz tego budynku, jak i w innych obiektach klasztoru co rusz trafiamy na podstawowe symbole buddyzmu tybetańskiego. Na ścianach pojawia się Koło Życia, trzymane w zębach przez Jamę – Pana Śmierci. Przedstawia ono nieprzerwany ciąg istnień i wcieleń i dzieli się na kilka kręgów, ze skomplikowaną symboliką . Często trafiamy także na Osiem Pomyślnych Symboli, wśród nich na biały parasol, złotą rybę, czy węzeł nieskończoności oraz koło praw. Natomiast w jednym z pomieszczeń na piętrze trafiamy na kolekcję tzw. tanka, czyli malowideł, obrazujących tybetańskie wyobrażenie kosmosu. Na samym szczycie zaś znajduje się inny znany symbol buddyzmu tybetańskiego: para owiec z kołem Dharmy. W całym kompleksie powiewają flagi modlitewne, a mnisi oczywiście kręcą młynkami modlitewnymi. W sąsiedztwie budynków stoją także całe rzędy stup (czortenów w języku tybetańskim), w których znajdują się relikwie, lub też nawet prochy lamów. O buddyzmie tybetańskim można by snuć długą, pasjonującą opowieść; dokończę ją jednak innym razem.
Oglądamy nie tylko główne budowle świątynne, lecz zakradamy się także na ich zaplecze, do części mieszkalnej. Jest tam w zasadzie małe osiedle mieszkaniowe dla kilkuset mnichów. Także tu panuje atmosfera spokoju i jednocześnie pewnej tajemnicy. I tak naprawdę, chyba największe wrażenie podczas wędrówki po tym wielkim klasztorze, największym w prowincji Yunnan, robi właśnie ta atmosfera spokoju, tajemnicy, duchowej łączności z wszechświatem. Panujący tam spokój wciąga; zaczynam sam odczuwać ten wewnętrzny spokój i harmonię. Naprawdę niesamowite uczucie i naprawdę warto było dojechać do klasztoru by je doświadczyć.
Tybetański świat duchowy jest naprawdę fascynujący. A świat materialny? Mamy doświadczenia i z tego świata, choć tam na Dalekim Wschodzie przenika się on ze światem duchowym. Co mam na myśli? Zakupy w klasztorze Songzanlin! Na dziedzińcu klasztoru znajduje się całkiem spory sklepik, z najróżniejszymi towarami. My kupujemy po pierwsze maskę tybetańską, używaną w trakcie noworocznych ceremonii – tańców czam, obrazujących walkę z siłami zła. Wygląda nieco przerażająco, ale działa dobroczynnie. W sklepiku odkrywamy także słynne tybetańskie amulety zhi. Są to brązowe lub czarne kamienie, o kształcie owalu, z dziwnymi geometrycznymi wzorami, a znaleźć je można tylko w kilku miejscach w Tybecie. Stanowią one ochronę przed chorobami, a także przed złymi duchami. Skąd naprawdę pochodzą i jak naprawdę działają – to kolejna tybetańska tajemnica. Przyjechały z nami z klasztoru Songzanlin i skutecznie chronią i przed chorobami i złymi duchami.






