Po godzinachpodróże i książki · Jerzy Stawicki

Spacer po „Księżym Młynie” i okolicach

Obieżyświat

„Księży Młyn” - tzw. „królestwo Scheiblerów”, czyli zespół fabryczno-pałacowo-mieszkalny z drugiej polowy XIX wieku, to jedna z ikon łódzkiej Ziemi Obiecanej. Ten zwarty obszar, położony w pobliżu centrum miasta, na którym powstały gmachy o różnorodnym przeznaczeniu, a jednocześnie jednolite architektonicznie i bardzo funkcjonalne, już od dawna był uważany za wzór nowoczesnej dzielnicy przemysłowej. „Księży Młyn” był także przykładem takiego rozwoju kapitalizmu fabrycznego, w którym chodziło nie tylko o zyski, lecz także dbano – oczywiście w sposób dostosowany do ówczesnych standardów – o pracowników i ich rodziny. To także historia wspaniałych ludzi. Zapraszam więc na spacer po XIX-wiecznym i współczesnym XXI-wiecznym „Księżym Młynie”.

Spacer zaczynamy przed wielkim budynkiem z czerwonej cegły przy ulicy Tymienieckiego. To 5-cio kondygnacyjny budynek przędzalni, o wymiarach 207 na 35.5 metra, pochodzący z lat 70-tych XIX wieku. Pracowało tu 54 tysiące wrzecion. Był to przez wiele, wiele lat największy budynek przemysłowy Łodzi. Budynek zapoczątkował nowy styl architektoniczny, nawiązujący do architektury obronnej: ośmioboczne wieże i blanki. Po drugiej Wojnie Światowej były tam Państwowe Zakłady Przemysłu Bawełnianego nr 1, potem zakłady „Uniontex”. Lata 90-te XX wieku to kompletny upadek łódzkiego przemysłu włókienniczego. Obecnie w zmodernizowanym budynku przędzalni są lofty. A jedynym wspomnieniem – dość ironicznym – jest tablica upamiętniającą spotkanie Papieża JPII z pracownikami w 1987 roku. Warto obejść ten główny budynek, by odkryć za nim jeszcze dwa budynki. Pierwszy z nich, także przerobiony na lofty to kotłownia. Natomiast trzeci, to kolejna przędzalnia, tyle, że coraz bardziej popadająca w ruinę. Jeśli pójdziemy dalej na południe od przędzalni szybko trafimy na budynek szpitala przyfabrycznego, zbudowany na zlecenie żony Karola Scheiblera – Anny. Był to trzeci fabryczny szpital na ziemiach Królestwa Polskiego, posiadający 40 łózek. Obecnie szpital stanowi część Akademii Medycznej.

Przędzalnia ScheibleraPrzędzalnia Scheiblera

Obok przędzalni, po drugiej stronie ulicy Przędzalnianej znajduje się willa Edwarda i Matyldy Herbstów. Matylda była najstarszą córką Karola Scheiblera, a Edward Herbst dyrektorem zarządzającym całą firmą. Obecnie willa, będąca siedzibą Oddziału Muzeum Sztuki, jest restaurowana. Zobaczyć ją, jak i park w którym jest położona, będzie można dopiero w 2013 roku.

Wracamy do bramy prowadzącej do wielkiej przędzalni i patrzymy na północ. Przed nami osiedle robotniczych domów mieszkalnych, zbudowane w latach 1873-1875 oraz położony na lewo budynek remizy strażackiej zakładów Scheiblera z lat 90-tych XIX wieku. Na jego wieży zachował się oryginalny gong alarmowy, natomiast z boku remizy ponad 100-letnia pompa.

Remiza ScheibleraRemiza Scheiblera

Wchodzimy na teren osiedla domów fabrycznych. Jego najstarsza część składa się z 3 rzędów domów po 6 budynków oraz zabudowań gospodarczych, komórek i ubikacji pomiędzy nimi. Typowy dom robotniczy składał się z 4 mieszkań jednoizbowych (po 25 m2) i 4 dwuizbowych (około 40 m2) na jednej kondygnacji. Na przełomie XIX i XX wieku w jednej izbie mieszkało przeciętnie 5-7 osób. Osiedle zachowało się po dziś dzień, nadal też jest zamieszkałe. Nie sprawdziliśmy, ile osób mieszka w jednej izbie na początku XXI wieku – mam nadzieję, że jednak przez te ponad 100 lat nastąpił jakiś postęp. Zachowała się też pompa między domami, choć obecnie nie jest już wykorzystywana. Na końcu alei przebiegającej między dwoma rzędami domów od bramy zakładów na północ dochodzimy do budynku dawnej szkoły fabrycznej. Była to trzyoddziałowa szkoła dla dzieci robotników, otwarta w 1876 roku, stopniowo rozbudowana o kolejne budynki. Najpierw uczniami mogli być tylko chłopcy, dopiero w 1882 roku powstała odrębna klasa dla dziewcząt. Językiem wykładowym był – jak się można domyślić – język rosyjski. Dziś w tych budynkach mieści się Zespół Szkół Handlowych.

Księży MłynKsięży MłynKsięży Młyn

Tuż obok szkoły fabrycznej znajduje się jeszcze jeden nieduży obiekt z czerwonej cegły. To tzw. konsumy, czyli sklep dla robotników i urzędników firmy. W sklepie można było nabyć zarówno artykuły spożywcze, jak i resztki lub wybrakowane towary produkowane w fabryce. Zysk ze sprzedaży przeznaczony był na kasę zapomogową dla pracowników fabryki. Idziemy dalej, uliczką o wdzięcznej nazwie „Koci Szlak”, na której zresztą towarzyszą nam faktycznie trzy koty. Po kilku minutach dochodzimy do ulicy Fabrycznej, stanowiącej północną granicę Księżego Młyna.

Koci Szlak

Po drugiej stronie ulicy zaczyna się Park Źródlisko, w którego sąsiedztwie znajdował się kolejny, choć chronologicznie wcześniejszy zespół fabryczny Karola Scheiblera, tzw. „Centrala”. Zgodnie z ówczesnym podejściem do takiego zespołu fabrycznego należał także pałac właściciela. Dziś w Pałacu Scheiblera po drugiej stronie parku mieści się – dziwnie moim zdaniem urządzone – Muzeum Kinematografii.

Wędrując ulicą Fabryczną na zachód dochodzimy do kolejnego kompleksu fabrycznego, należącego do rodziny Ludwika Grohmana. Jego najbardziej charakterystycznym punktem jest monumentalna brama, prowadząca do dawnej tkalni. U jej podstawy znajdują się dwie szerokie kolumny, przypominające szpule nici stosowane w fabryce. Nazywane są one przez Łodzian „Beczkami Grohmana”; lokalne opowieści mówią o wielkim skarbie ukrytym w tych właśnie „beczkach”. Parę kroków od nich znajdują się skromne domy właściciela firmy, a także olbrzymia willa. O ile jednak domy zostały odrestaurowane z pomocą niemieckiej fundacji, to wielka willa jest bardzo zaniedbana. Została ostatnio zakupiona przez przedsiębiorcę łódzkiego, więc może jednak i ona odzyska dawną świetność. W innej willi, wzniesionej przez syna Ludwika Grohmana – Henryka mieści się obecnie Muzeum Książki Artystycznej. To Muzeum to temat na zupełnie odrębną opowieść.

Beczki GrohmanaDomy GrohmanaPrzędzalnia Grohmana

Jeszcze parę kroków od muzeum ulicą Tymienieckiego: przechodzimy obok remizy i dochodzimy do bramy przędzalni, gdzie rozpoczęliśmy naszą wędrówkę po „Księżym Młynie”.