Po godzinachpodróże i książki · Jerzy Stawicki

Przez pola ryżowe Yuanyang - dzień drugi

Obieżyświat

A więc - zgodnie zresztą z obietnicą z ubiegłego miesiąca - kontynuujemy wędrówkę przez pola ryżowe Yuanyang. Jak pewnie pamiętacie dotarliśmy do wioski , znanej w tym rejonie, jako najlepsze miejsce do obserwacji wschodu słońca na polach ryżowych. W Douyishu wcale niełatwo było znaleźć polecany na stronach Chinabackpacker.com Sunlight Guesthouse. Jak już znaleźliśmy, nieco w dół od drogi przez wioskę, to czekały nas same przyjemne niespodzianki: na początek zimne piwo, potem obiado-kolacja, przygotowana przez gospodarza, potem zaś występy dzieci na patio domostwa. Do trójki dzieci gospodarza szybko dołączały kolejne; mieliśmy nawet wrażenie, że na patio zgromadziła się cala klasa, wraz z nauczycielką i zaczęły się tańce i śpiewy. Wyglądało to na próby przed występami na jakiejś większej imprezie. A zwieńczeniem dnia był obserwowany z tarasu na dachu zachód słońca.

Następnego dnia zaś wschód słońca. I chociaż wiele było chmur, to jednak widoki słońca przebijającego się przez nie nad tarasami ryżowymi były fantastyczne. Przed nami był trudniejszy odcinek wędrówki: przejście przez góry, a następnie przez pochowane wśród kolejnych tarasów wioski, aż do miasteczka Laohuzui. W jednej z wiosek tylko dzięki dzieciom chodzącym do szkoły i znającym podstawowy dialekt putonghua trafiliśmy na dróżkę prowadzącą do następnej wioski. Starsi mieszkańcy są bowiem albo w ogóle niepiśmienni, albo też znają wyłącznie lokalny dialekt i po prostu nie da się z nimi porozumieć.

Nad kolejnymi tarasami wędrowaliśmy wzdłuż chińskiej lewady, tak jak kiedyś wędrowaliśmy na Maderze. Jak może pamiętacie z wcześniejszych opowieści lewada to po prostu kanał nawadniający biegnący trawersem po zboczu gór, ciągnący się na odcinku wielu kilometrów i zapewniający wodę niżej położonym uprawom. Okazało się, że ten sam pomysł i tą samą technologię wykorzystują i mieszkańcy Madery i mieszkańcy Yuanyang!

Chyba większość turystów zachodnich, a także i chińskich zwiedza ten rejon za pomocą mini busików: od jednego punktu widokowego na pola ryżowe do kolejnego. Stąd też w wioskach, przez które przechodziliśmy drugiego dnia, byliśmy niezwykle rzadko oglądaną atrakcją. Obserwowano nas z dużym zainteresowaniem, lecz jednocześnie okazując równie dużą życzliwość i pomoc. Gdy wioskowy sklepik okazał się zamknięty, to jeden z tubylców szybko pobiegł po sprzedawczynię. Gdy już przed sklepikiem popijaliśmy rodzaj lokalnej oranżady, to sprzedawczyni przyniosła ze swojego domu małe stołeczki i zachęcała zmęczonych wędrowców (czyli nas) byśmy usiedli. Gdy zaś pytaliśmy o drogę w kierunku następnej wioski, to dzieci, które towarzyszyły nam w drodze przez wieś pokazywały …. w dwa zupełnie przeciwne kierunki!

Mieliśmy już za sobą różne wioski i różne pola ryżowe, z różnymi widokami. Więc sądziliśmy, że już nic nie może nas zadziwić i zaskoczyć. Jednak widok na pola ryżowe Laohuzui naprawdę zasłużył na miano zwieńczenia wędrówki po polach ryżowych. Zobaczcie zresztą sami na zdjęciach.

I jeszcze mała ciekawostka: myśmy obserwowali te tarasy ze ścieżki położonej jakieś 100-150 metrów powyżej asfaltowej drogi łączącej okoliczne miasteczka i oczywiście “free of charge”; zaś przy samej drodze Chińczycy zbudowali punkt widokowy, z tarasem, lunetami, sklepikami i oczywiście … kasą. Cywilizacja pieniądza wkracza więc dość brutalnie także i na te dzikie tereny. Strach pomyśleć, jak te miejsca mogą wyglądać za parę lat.

A chwilę potem na tej asfaltowej drodze złapaliśmy busik do Xinjie, skąd rozpoczęliśmy wędrówkę po polach ryżowych.

Właściciel schroniska przygotowuje dla nas posiłekDouyishu wschód słońca nad polami ryżowymi

Yuanyang pytamy o drogęYuanyang pola ryżoweYuanyang pola ryżowe

Yuanyang pola ryżoweYuanyang pola ryżoweLaohuzui pola ryżowe