
Wąwóz Skaczącego Tygrysa i Śnieżne Góry Jadeitowego Smoka (Yulong Xueshan)
Jak pamiętacie w poprzednim odcinku (wrzesień) naszych wędrówek doszliśmy do Tinas Guest House, położonego w środkowej części Wąwozu Skaczącego Tygrysa. Wieczorem słuchając szumu środkowych przełomów Jangtze obserwowaliśmy gwiazdy na niebie ponad szczytami Śnieżnych Gór Jadeitowego Smoka.
Zaś następnego dnia zeszliśmy w dół do przełomów Jangtze. Zeszliśmy - to mało powiedziane. Ścieżka do przełomów prowadzi bardzo stromo w dół, przechodząc w kilku miejscach przez wąskie półki nad przepaścią, a w innym droga w dół wiedzie po drabinie, wyglądającej tak, jakby miała za chwilę runąć w przepaść wraz z wiszącym na niej wędrowcem. Skalę trudności niech obrazują liczby: różnica poziomów pomiędzy drogą, z której startuje się w dół, a rzeką wynosi blisko 400 metrów, a zejście do przełomów zajmuje blisko godzinę. Na a potem trzeba jeszcze wspiąć się na górę inną ścieżką, robiąc w sumie niesamowitą pętlę.
A Śnieżne Góry Jadeitowego Smoka? Tam też dotarliśmy, ale …. z drugiej strony: nie od wąwozu, lecz od płaskowyżu na którym leży miejscowość Lijiang. Góry, wraz z najwyższym szczytem widać zresztą z dala, także z samego Lijiangu. Wyglądają imponująco i stanowią też jedną z atrakcji turystycznych tego rejonu prowincji Yunnan. Z Lijiangu dotarliśmy tam lokalnym busikiem numer 7, który wysadził nas u podnóża gór tuż koło centrum obsługi turystów. Szybko też rozpoznaliśmy możliwe opcje dalszych wędrówek: można wjechać kolejką na lodowiec na wysokość około 4800 metrów (z tej opcji korzysta zdecydowana większość chińskich turystów), można też skorzystać z dwóch innych kolejek i wjechać na poziom 3000 lub 3500 m npm na dwie wysokogórskie łąki i zrobić tam spacer. Decydujemy się na najdalej położoną Łąkę Jaków na wysokości 3500 m. 25 minut jazdy mikrobusikiem - jedziemy tylko my - i jesteśmy przy stacji kolejki linowej. Kolejne 25 minut i Łąka Jaków. Turyści zjeżdżający z góry - jak zwykle 95% to Chińczycy - krzyczą, że na górze jest mgła. My wjeżdżamy i czeka na nas …. słońce. Łąka okazuje się być nieco górzystym płaskowyżem, dookoła którego prowadzi wytyczona i ogrodzona trasa. Fajnie, ale gdzie są te jaki? Rozglądamy się i … faktycznie są: pasą się w kilku miejscach łąki, czasem bardzo blisko naszego szlaku, a czasem … stoją na szlaku i przyglądają się tym dziwnym dwunożnym istotom, które chyba też chciałyby tu popasać. Wysokość to jednak 3500 m npm. jakoś nie daje się nam we znaki, choć przy podejściu idziemy jednak wolniej niż normalnie. Po drodze mijamy i oglądamy malutką świątynię tybetańską, wokół której powiewają tradycyjne chorągiewki modlitewne . I o dziwo jesteśmy na Łące Jaków sami ! Żadnego chińskiego turysty - rzecz tu niespotykana. Może wystraszyli się nadciągających chmur, zasłaniających widoki na najwyższe szczyty?
Zjeżdżamy kolejką linową w dół, a busem dojeżdżamy do doliny u podnóża drugiej kolejki. Tym razem spacer górską doliną - Dry Sea: najpierw tarasy wodne, potem strumyk zanika, a dominują kamienie, a dalej zaczyna się nowo zbudowana ścieżka, mająca prowadzić do schroniska z herbatą. No to ruszamy. Trasa nad potokiem niezwykle urokliwa, w tle najwyższe szczyty gór, tym razem już nie w chmurach. I tu także nie ma nikogo, poza zbieraczami górskich ziół. Wreszcie zbliżamy się do schroniska. Jest … ale w budowie ! Więc chyba byliśmy pierwszymi zagranicznymi wędrowcami, którzy pokonali tą trasę. Ale naprawdę warto!
Kolejne wspaniałe miejsce w Yunnanie. A przecież u podnóża leży kilka interesujących wiosek, zamieszkałych przez lud Naxi, potomków tybetańskich ludów koczowniczych. Ale o tych wioskach i ludziach tam spotkanych opowiem w kolejnym odcinku. Ciąg dalszy więc nastąpi.







