
Yubeng Shenpu - święty wodospad w górach Meili
Kolejne magiczne miejsce w moim ukochanym Yunnanie. Ba - ale gdzie jest to magiczne miejsce i jak się tam dostać? Znajdźcie na mapie Yunnanu jego północno-zachodni kraniec - gdzie na zachód jest już Tybet, a na północ Syczuan - a w nim miasto Deqin. Potem tylko trzeba z wysokości około 2500 m npm na jakiej leży Deqin przejechać mini-busem na zachód, przekroczyć Mekong (tutejsza nazwa Lancang), a potem przejść z wioski Hot Springs przez przełęcz Nang Zong La (3680 m npm) - cztery godziny pod górę, potem 1,5 godziny w dół, by znaleźć się w tybetańskiej wiosce Yubeng (3150 m npm). Stąd już tylko 3 godziny marszu i widać ośnieżone wierzchołki Głowy Buddy (5470 m npm). Właśnie w taki sposób dotarliśmy do Yubeng Shenpu w trakcie tegorocznej wyprawy do Chin.
Góra Meili Xue Shan(w języku tybetańskim Kawa Gebo) o wysokości 6740 m npm to jedna z trzech świętych gór tybetańskich, obok słynnego, położonego na zachodzie Tybetu Kailasza. Podobnie, jak i Kailasz jest miejscem pielgrzymek. Kora to 12-dniowa pielgrzymka wokół Meili. O tej pięknej górze opowiem w jednej z kolejnych relacji, tym razem wróćmy do świętego wodospadu.
Wodospad jest także miejscem pielgrzymek Tybetańczyków, a jego nazwa w języku tybetańskim oznacza deszcz Buddy. Jest położony w końcu doliny, ograniczonej z trzech stron śnieżno-białymi szczytami, z których najwyższy ma 6054 m npm. Sam wodospad to właściwie kilka wodospadów, opadających kilkadziesiąt metrów po pionowej, północnej ścianie gór. Żeby go zobaczyć z końca doliny trzeba wspiąć się na malutki płaskowyż, leżący u podnóża wodospadu. Wierzchołek płaskowyżu pokryty jest oczywiście buddyjskimi chorągiewkami modlitewnymi w pięciu kolorach, powiewającymi na wietrze. W najwyższym punkcie płaskowyżu stoi wysoki słup z chorągiewkami modlitewnymi, a nieco dalej w stronę wodospadu znajduje wiele kamiennych kopczyków, tzw. kamieni mani. Cisza i spokój, któremu towarzyszy szum spadającej z wysoka wody, w tle ośnieżone szczyty, poniżej lodowiec.
Wodospad i wierzchołek płaskowyżu to miejsce pielgrzymek. Medytując tam, mieliśmy okazję obserwować grupkę Tybetańczyków, którzy przy kamieniach mani oraz u podnóża wodospadu odprawiali modły. Co ciekawe w grupie tej było dwóch chłopców w wieku 4-5 lat, oraz … noworodek - tak na oko kilku tygodniowy, który także był przedmiotem tajemniczych obrzędów u podnóża wodospadu. I właśnie tam miałem okazję wycierać nos z olbrzymiego gila jednemu z tych tybetańskich chłopców. Także tam znalazłem coś w rodzaju bransoletki, z drewnianymi kuleczkami, która teraz - jako amulet - towarzyszy mi w dalszych wędrówkach.
Piękne miejsce, chyba jedno z najpiękniejszych, na jakie udało się nam natrafić w naszych wędrówkach. Miejsce o zupełnie niepowtarzalnej atmosferze: wysoko w pięknych, ośnieżonych górach, pełne mistycyzmu i jednocześnie konkretnych modlitw i obrzędów. Powiewające modlitewne chorągiewki, małe kamienne kopczyki oraz modlący się Tybetańczycy. Miejsce w którym chciałoby się pozostać na długo.






