
Magiczne miejsca nad Kamienicą - z Vysokiej Lipy do Dolskiego Młyna
Dawno temu opisałem swoją ulubioną trasę trekkingową: wędrówkę Wąwozem Skaczącego Tygrysa w Yunnanie w Chinach (Wąwóz Skaczącego Tygrysa oraz Wąwóz Skaczącego Tygrysa i Śnieżne Góry Jadeitowego Smoka (Yulong Xueshan) ). Czeska Szwajcaria, po której ostatnio wędrowałem, to oczywiście nie Yunnan, jednak i tam znaleźć można wspaniale trasy na wędrówki. Zarówno na wędrówki całodzienne, jak i krótkie trasy … spacerowe. Po pobycie w Czeskiej Szwajcarii na czołowe miejsce moich ulubionych krótkich wędrówek, a w zasadzie spacerów, trafiła wycieczka w okolicach Vysokiej Lipy. Czym więc zauroczyła mnie ta stosunkowo krótka bo 2-3 godzinna trasa?
Startujemy z przystanku autobusowego we wsi Vysoka Lipa. Z jego lewej strony stoi stary, mający blisko 100 lat “Hotel Lipa” , noszący w latach 20-tych ubiegłego wieku poetycką nazwę “Glücksburg”, z prawej strony pensjonat “Zvonecek”. W hotelu serwują piwo “Gambrinus”, w pensjonacie zaś piwo “Konrad”. Piwo musi poczekać na koniec spaceru: wrócimy – robiąc kółko – do punktu wyjścia i wtedy trzeba będzie podjąć męską decyzję: “Gambrinus”, czy “Konrad”. Teraz jednak musimy znaleźć tzw. kościelną ścieżkę, którą mieszkańcy okolicznych wsi, aż do roku 1788, kiedy to powstała parafia w pobliskich Jetrichovicach, wędrowali blisko 10 kilometrów na drugą stronę rzeki Kamienicy, do kościoła w Rużovej. I choć od dłuższego czasu ścieżka nie jest używana i nie biegnie nią żaden znakowany szlak turystyczny, to jednak trafić na nią, mając dobrą mapę, np. 25-tkę Parku Narodowego, jest stosunkowo łatwo. Biegnie ona na południe, w stronę rzeki Kamienicy, wąskim jarem wśród skał. Wkrótce dochodzimy do granicy tzw. strefy 1-szej Parku Narodowego, z tabliczkami informującymi, że wstęp do niej jest surowo wzbroniony. Czeski tekst wspomina coś o “ochleduplnym” zachowaniu. Ścieżka biegnie na szczęście wzdłuż granicy strefy, więc możemy śmiało kontynuować spacer. Wkrótce staje się jasne, dlaczego właśnie tędy mieszkańcy wędrowali do kościoła. Mimo dużej różnicy poziomów w stosunku do rzeki ścieżka prowadzi w dół stosunkowo łagodnie, wkrótce zaś pojawiają się kamienne schody, znacznie ułatwiające wędrówkę. Wokół wspaniałe skały, wysokie sosny i świerki i ani żywego ducha. A, przepraszam: jest także przedstawiciel przyrody ożywionej. Kolorowy ptaszek, który mocno zaintrygowany ludźmi, zaczyna nam towarzyszyć w wędrówce w dół. Czasem wręcz mamy wrażenie, że specjalnie ustawia się do zdjęć. Zobaczcie więc na zdjęciach naszego towarzysza. Przecudny, nieprawdaż? Po drodze mijamy też wnękę z obrazem piety, pochodzącym z XVII wieku (przedstawiony w tekście “Drobne pamiątki z Czeskiej Szwajcarii” Drobne pamiątki w Czeskiej Szwajcarii).


Szum rzeki wskazuje, że zbliżamy się do koryta Kamienicy. Jeszcze kilka minut i natrafiamy na rzekę oraz pozostałości dawnego mostu. Po drugiej stronie w skałach widać wijącą się do góry ścieżkę. To gdzieś tutaj Carl Renet wpadł do rzeki, a na pamiątkę jego cudownego ocalenia, wyryto w skale krzyż (ta historia także jest opisana w tekście “Drobne pamiątki z Czeskiej Szwajcarii”). Tabliczka “1-sza strefa. Wstęp wzbroniony” odstrasza jednak od poszukiwań krzyża. Może uda się następnym razem w towarzystwie parkowego strażnika?



Idziemy wąską ścieżką wzdłuż rzeki na wschód. Wokół coraz wyższe, pionowe skały, robi się tez coraz ciemniej. Nawet towarzyszący dotychczas ptaszek znudził się nami i wrócił do swojego towarzystwa. Po chwili trafiamy na piaszczystą mini-plażę nad rzeką. Znowu pojawia się słońce – po prostu raj na ziemi! A w tym raju trafiamy do Dolskiego Młyna – ruin starego, pochodzącego z 17 wieku młyna. Faktycznie był tu kiedyś młyn, potem zaś warzelnia piwa oraz hotel i przystań łódek przypływających z Ferdynandowego Wąwozu Kamienicy. Dolski Młyn to nieduża polana u wylotu górskiej dolinki do rzeki Kamienicy. Główny budynek w ruinie, choć zachował się stary portal z datą: 1672. Obok, w ruinach innego budyneczku, kopczyki z kamieni (niemal jak w Tybecie!). Mostek nad kanałem prowadzącym strumień na koło młyńskie, którego już nie ma. Może jednak za chwilę młyn zacznie pracę? A może pojawią się łódki z turystami z końca XIX wieku? Doprawdy magiczne miejsce, coś, jak te które napotkałem w Yunnanie (zobacz Yubeng Shenpu - święty wodospad w górach Meili).



W Dolskim Młynie ma swój początek okrężna, 10-cio kilometrowa ścieżka przyrodnicza “Rużowa” wiodąca m.in. na Pasterski Szczyt oraz do wioski Rużowa. Jeśli macie kilka godzin, polecam. Jeśli zaś macie znacznie mniej czasu, to powędrujcie ścieżką na prawo, a potem odbijcie z niej w prawo do punktu widokowego na wysokiej skale nad Kamienicą. Zobaczycie wtedy opisywaną wcześniej ścieżkę nad rzeką z zupełnie innej perspektywy. Tylko uważajcie: punkt widokowy, położony jakieś 50-60 metrów nad korytem rzeki nie jest w ogóle zabezpieczony. Wystarczy krok i pójdziecie w ślady Carla Reneta. Uważajcie więc, by na skałach nie pojawił się kolejny krzyż upamiętniający nieszczęście.
Powrót z Dolskiego Młyna do Vysokiej Lipy jest bardzo prosty. Wystarczy tylko wędrować niebieskim szlakiem w górę jakieś 20-25 minut. Pod górę, bardzo stromym podejściem, więc na górze na pewno będziecie zupełnie mokrzy. Na górze też napotkacie malutki wiejski cmentarzyk z grobami mieszkańców, zarówno pochodzenia niemieckiego, jak i czeskiego.
I jeszcze coś: przez całe to strome podejście towarzyszyć Wam będzie pytanie: do “Lipy” na Gambrinusa, czy do “Zvoneczka” na Konrada?
